Pierwsze frywolitkowe śnieżynki AD 2015

Śnieżynek świątecznych ciąg dalszy – zmieniła się jedynie technika. Sama nie podejrzewałam się o to, że kiedyś jeszcze odkurzę czółenka. Rzeczy frywolitkowe wyglądają zjawiskowo ale ich czasochłonność..  Zabieram się za czółenka, włączam dokument i.. pierwsze co jest skończone to o zgrozo, dokument a nie śnieżynka. Co ja robię źle?? Tracę czas skupiając się na fabule czy popełniam jakiś błąd techniczny? Tak bym chciała by te gwiazdunie się działy szybciej, ale prawdopodobnie prędzej stanę się światowym ekspertem od hiszpańskiej inkwizycji i chorwackich królów niż osiągnę poziom babć, które dotykają czółenek i bach! Te fruwają, pojawiają się, znikają, umykają i tańczą 🙂 O Arachne!

Oto jedna z pierwszych śnieżynek i póki co jedyna, która powstała w świetle dziennym 🙂 Porosty, światło na brzegu odrapanej deski i niemożebnie zaawansowane technicznie narzędzia przypominają mi klimat jednego z rozdziałów z pierwszej części Wiedźmina, coś pomiędzy Wyspą Rybitw a zadaniem W Pełnym Słońcu 🙂

Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy przeczytałam o tej technice,  mieszkałam wtedy w hotelu pracowniczym w Tekirdagu. Rok był 2013 a ja z rękodziełem miałam tyle wspólnego, że wiedziałam którą stroną należy trzymać szydełko by się obronić po zmroku. Wielkanoc złapała mnie wtedy drugi raz z rzędu w pracy, tym razem w kraju muzułmańskim, więc poniedziałek lany był tylko zdalnie, a Wielkie Piątki, Świątki, Czwartki i Środy były zwykłymi piątkami, czwartkami, sobotami. Wpisałam wtedy w googlach „wielkanoc polska” by poczuć namiastkę świąt. I czary się zadziały! Znalazłam pisanki ubierane we frywolitkowe koroneczki, wyglądały magiczne. Pamiętam, że znalazłam filmik z instrukcją na youtubie, ruchy ćwiczyłam na sucho zaplatając po pracy niewidzialne nici. Do głowy nie przyszło mi, że to może być trudne, czy czasochłonne. Piękne jest i koniec! I to był właśnie początek. Kupiłam online dwa czółenka – właśnie te ze zdjęcia i po powrocie do domu popełniłam swoje pierwsze kulfony. Gdzieś jeszcze tamten kaszalot się podziewa, nie mogę wszak wyrzucić pierwszej pracy, ale bogiem toto nie trąciło i półki nie zdobi 🙂

Wspaniałe mamy czasy. W internecie jest tyle pomocy i know-how, że z dnia na dzień można się  nauczyć XVII-wiecznej koronki dworskiej czy przędzenia wełny nie ruszając się z domu. Resztą jest już tylko czas i cierpliwość.

Continue Reading

Pierwszy śnieg – prawdziwy i szydełkowy

Rok 2015 był to dziwny rok.. Rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Dwa tygodnie temu był krwawy księżyc a teraz pory roku przemieszały się tak, że najstarsi ludzie nie pamiętają. A dziś na dodatek nasze tegoroczne zbiory tymianku przeminęły z .. kocim moczem. Raz na wozie, raz pod wozem. Kot jak wulkan.. nie przewidzisz co uczyni. A jeśli niczego nie zbroił, to znaczy, że mu się zbiera 😛 Nie wiadomo nawet który to.. zresztą czy to ważne.. wszystkie grzecznie teraz śpią i zasuwają po krainie wiecznych łowów drąc pazurami powietrze i pomiałkując nieświadomie. Wiedzą jak rozmiękczyć serce, wstrętne, samolubne, kochane kociaste!

Ale nie o tym miało być, lecz o unii szydełkowo – klimatycznej 🙂 Akuratnie z pierwszym śniegiem mam gotowe pierwsze świąteczne śnieżynki. Efekt pogodzenia się z włóczką Gazzal Baby Cotton wygląda tak:

Mężulek palił w progu domu i ze śmiechem podziwiał moje próby uwiecznienia tego cudu natury na zdjęciu 🙂 Śnieg wpadał mi do o milion numerów za dużych gumowych klapków, spódnica dokumentnie namokła od śniegu,  a śnieżynki huśtały się w lewo i w prawo! W rezultacie spędzam teraz wspaniały „zimowy” wieczór przy herbatce zalecanej przez mojego ulubionego lekarza – Kapitana Morgana i obmyślam dalszy plan śnieżynkotwórczy 🙂 A jest on zacny!

Oto i schemacik z jakiego moje dzieciątka powstały:

Obiecałam mężusiowi, że jeszcze dziś coś udziergam – sprytnie utargowałam liczbę śnieżynek z 200 do 6, zatem jest cień szansy, że się uda 🙂 Tym bardziej, że kupił mi dziś kordonek, o który prosiłam 🙂 Gwoli ścisłości, prosiłam o kupienie białego kordonka, w rozmiarze 10 i w ilości 1, słownie „jeden”.

Oto jak Miś mój kochany robi zakupy w pasmanterii (na pomarańczowo zaznaczyłam to po co się udał do składu dóbr wszelakich):

I ktoś tu jeszcze niedawno wspominał o moim włóczkowym uzależnieniu 😉

Okazało się, że „to jest z jedwabiem!”, „A to niebieskie”, „takich szydełek jeszcze nie masz”, „w sumie nie wiem co z tym zrobisz, ale ładne, prawda?”

Nic tylko kochać! I odkładać na wyrzynarkę na prezent gwiazdkowy 😀

Continue Reading

Witam wszystkich!

Jest i blog! Z pomocą Bogów pokonałam postępujące z wiekiem zidiocenie technologiczne i szczęśliwie udało się ruszyć 🙂

Ideą tego miejsca będzie bezpieczne przechowanie spraw, które zagarnęły moje szuflady, szafy i gracą gdziekolwiek akuratnie ułożę sobie „bazę”, ku rozpaczy części mnie wołającej o ład, ale euforii elementu chaotycznego pozytywnego 🙂

Znajdą tutaj miejsce rzeczy które miały miejsce, wciąż mają bądź mieć będą. Będę wrzucać aktualnie pochłaniające mnie projekty i od czasu do czasu zlituję się nad tymi, które utknęły w szufladach. Jeśli sił, motywacji i chęci mi nie zbraknie, przysiądę i nad tutorialami, choć to na dziś pieśń przyszłości..

Wspólnym mianownikiem wpisów będą wszelkie europejskie dobrodziejstwa, pojawią się różne techniki rękodzielnicze, wieści ogólnie ujęte i moje kochane kocury 😀

Mam nadzieję, że z czasem miejsce to pięknie zapełni się treścią, a Wy będziecie spędzać tu czas miło i twórczo.

 

Pozdrawiam,
Alicja Mega

Continue Reading