Kroszonki opolskie

Tradycja zdobienia jaj na terenach, z których pochodzę, to sprawa już nawet pradawna. O ile niemożliwością jest już dziś określenie kiedy wszystko się zaczęło, o tyle wiemy na pewno, że w X wieku tradycja ta już u nas była. A wiemy to za sprawą najstarszej pisanki odkrytej przez archeologów na ziemiach polskich podczas wykopalisk archeologicznych na opolskim Ostrówku:

Continue Reading

Przeprowadzka nr 7

Żadne z nas – ani ja, ani Miś (który zakazuje mi używania tego zwrotu) nie spodziewaliśmy się, że zaczynając wspólny czas bardziej przypominać będziemy nomadów niż większość ludzi, których znamy. Ta przeprowadzka, której termin dosyć beztrosko przedwczoraj ustaliliśmy na jutro, moje podejście do niej i jej numer porządkowy robią z nas ludzi całkiem już doświadczonych na tym polu 🙂 Przeprowadzka ta jest naszą siódmą. Każda kolejna miała być tą przedostatnią (założenie jest takie, że ostatnią ma być ta do własnego mitycznego domu) i każda była wyjątkowa. Każda znaczyła zupełnie odrębny rozdział w naszym życiu i tak dzielimy okresy naszego życia na okres wrocławski, toruński, byczyński itd. Każdy inny, z innymi wspomnieniami, oddzielnym folderem na zdjęcia i masą doświadczeń.

Szczęśliwie nie dotarliśmy jeszcze do punktu, w którym odczuwałabym zmęczenie materiału, taka dusza widać 🙂

Tym razem pomyślne wiatry sprowadzają nas w znajome strony. Dzięki uprzejmości znajomych całe nasze życie spakujemy i przekleimy w piękny dom z kuźnią położony w malowniczej wsi w województwie opolskim. Z domu wychodzić będziemy wprost na trawę a pod płotem, w pobliżu czereśni  obmyślony mam plan eksperymentalnej uprawy lnu, która jest moim osobistym feniksem. Najpierw musi on skrzydłami rozniecić płomienie w swoim gnieździe z suchej lebiody by odrodzić się z popiołów!

przeprowadzka_ogien

Dla dobra wizerunku podwórka pokazuję na razie jedynie oczyszczające płomienie. Pięknie tam będzie troszkę później:) Za dobry znak obieram również i dwie kolejne sprawy – maleńkiego krokusika, który zakwitł dosłownie pośrodku niczego – wylazł spomiędzy zeschłych liści orzecha i żółci się tak pięknie, że zdjęcie z nim musiałam ustawić jako „profilowe” dla tego wpisu 🙂 Oraz małą, śliczną koteczkę o kolorze węgla, która mieszka w kuźni:

przeprowadzka_czarna

To już będzie drugi czarny kot w stadku (łaczna liczba kotów wyniesie 4). Zgodnie z matematyczną regułą dwa minusy dają plus, zatem teraz spodziewam się teraz niczego innego jak samych dobrych przeżyć 🙂 Kiedy tylko kartoniada stosowana dobiegnie końca pokażę jak będzie wyglądał mój nowy warsztat i nie omieszkam z dzierganiem kolczugi przenieść się na wersalkę przed kominkiem! 🙂 Nie taki przeprowadzkowy potwór straszny jak go malują.. nowe miejsce to nigdy regres, pojawiają się nowe przyjemności, kolejne plany do zrealizowania i.. jak ja tęskniłam za wycieczkami rowerowymi szlakiem czarnych kościółków i miodem z Maciejowa. A już ten kominek.. Będzie pięknie!!

 

Continue Reading

Międzynarodowy Dzień Kobiet

Dzisiejszy dzień to jedna z okazji do zaakcentowania położenia naszego kraju na styku dwóch światów – wschodniego i może nie tak dzikiego ale za to nie mniej skomplikowanego zachodu :). Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kobiet, czyli święto, które jednoczy mężczyzn od Kamczatki po kraje byłego bloku wschodniego w szturmie na kwiaciarnie i na szybko wypączkowane stoiska z kwiatami. Święto ustanowione zostało w 1910 roku przez Międzynarodówkę Socjalistyczną w Kopenhadze by krzewić ideę praw kobiet i stanowić wsparcie dla praw wyborczych kobiet, a z ciekawostek – trzy z kobiet biorących udział w owej konferencji były pierwszymi kobietami wybranymi do Parlamentu Fińskiego.

Na mapie przedstawiającej zasięg obchodów Dnia Kobiet (kolor czerwony – święto oficjalne, żółty – nieoficjalne) prześledzić jednocześnie można podróż myśli komunistycznej – i tak mamy Zambię, Angolę, Kambodżę, Laos, Kubę, Chile, Koreę Północną i resztę świata, w której już na szczęście nie słychać haseł „Kobiety uczczą swoje święto wzmożonym współzawodnictwem pracy”. Zdjęcie z zasobów wikipedii:

International_Women's_Day_celebration

Dziś szczęśliwie zamiast goździka z kawą lub rajstopami jest.. goździk z innymi cudami współczesnego świata :). Taki prezent sprawił mi dziś mój Miś:
prezent_dzien_kobiet
Jak mówił: „kupiłem Ci czółenka, bo tych nigdy za wiele (o mamo! Jakie to szczęście dla dziewiarki mieć kogoś takiego :)), włóczkę, bo piękna i w ilości 2 by na coś starczyło i szydełka bo akurat były” :D.

Maszyna-szarzyna z czasów socjalistycznych musiała zostać zasabotowana skoro „wyprodukowała” takie przyjemne święto 🙂 Z tej okazji życzę wszystkim paniom wielu kwiatów i radości!

 

Continue Reading

Kolczuga dla Inkasenta – start

Nowy miesiąc i nowy projekt 🙂 I to taki, który sam mi zapukał do drzwi i wprawił w niemałe zaskoczenie.

Zaczęło się wszystko 2 miesiące temu, parę dni po Wigilii:
Dzwonek do drzwi, zerknięcie przez okno i panika! Zerwałam się z łóżka (kolęda o 10 rano?!), nasunęłam spódnicę rzuconą wczoraj na podłogę przy łóżku, miotając się ogarnęłam resztę, ugładziłam włosy i otworzyłam te drzwi. Gadu, gadu .. „czy przyjmnie Pani kolędę?”. Machnęłam ręką zapraszająco i stęknęłam „Pewnie”.

Stół w końcu mam, 109 gramów świeżo uprzędzionej wełny, która wisiała nad wanną też „Mokra jeszcze! Ksiądz spojrzy, przędłam do 4 rano!”. Proboszcz (gorze!) mnie za opętańca chyba nie wziął, bo zaproponował nawet bym zaprezentowała w kolegiacie to czym się zajmuję. Choć wodą święconą już nie pokropił 😛

I tę historię opowiedziałam panu Inkasentowi, którzy zjawił się chwilę później dokonać odczytu z wodomierza.

Reszta to już przypadki czasu teraźniejszego. Pan Inkasent, uzbrojony w całą opowieść jaką go wtedy w emocjach obarczyłam zapytał, czy „żywą wełnę” też mam? Żywą.. Od razu wyjaśniam: żywa wełna to wełna, która gryzie 🙂 Pan zapytał czy nie udziergam mu podkoszulka w kratkę, takiego jakiego ostatni egzemplarz właśnie nosi i nie ma kto mu zrobić następnego. Wyciągnęłam najcięższe wełniane działa i pokazałam mu ręcznie przędzioną wełnę z polskiej owcy górskiej z naszych Pienin i.. okazało się, że dokładnie o to chodzi!

I to jest właśnie to co robię 😀 Kolczugę z żywej wełny, która zgodnie z życzeniem strukturą ma przypominać siatkę by działała jak podkoszulek a nie sweterek. Dopasowałam przygrube druty, by wyszło zgodnie z życzeniem i dziergam 🙂

kolcza_siatka
Żeby oddać jak twarda jest to wełna, pokażę nitkę, którą jeszcze na początku roku potroiłam na kołowrotku (splot navajo). W środkowej części zdjęcia widać jaka jest sznurkowata i jak włókna potrafią „trzymać się same w powietrzu”:

navajo

Wełna taka mimo swoich wad ma wspaniałe zalety: drapiąc poprawia ukrwienie i coś czego nie trzeba przedstawiać – wspaniałe właściwości termiczne i oddychające. A co najlepsze – w końcu mam świetną wymówkę, by wrzucić na druty naszą polską wełnę. Cieszę się tym bardziej, że w tym roku z inicjatywy Karoliny Łomnickiej (link to bloga o tu) obchodzimy Rok Polskiej Wełny :):
ROK POLSKIEJ WEŁNY_2

Teraz trzeba jakoś pogodzić przygotowania wielkanocne z „pleceniem kolczugi” i wymyślić zastosowanie dla pozostałej wełny z polskiej łowiecki górskiej, w której chyba trochę utonęłam.. Świetnie, że pogoda sprzyja, w słońcu prace zawsze idą raźniej 🙂

Continue Reading

Wielkanocnych przypadków ciąg dalszy

Pisałam wczoraj o barwieniu wydmuszek naturalnymi składnikami. Był czarny bez, malwa, pokrzywa i parę jeszcze znalezisk (post jest o tu). Dzisiaj pora na mniej więcej to samo, ale we współczesnej odsłonie: pokażę jak łatwo i przyjemnie uzyskuje się naprawdę intensywne kolory używając barwników do wełny.

Pomysł na ich użycie to rezultat deszczu w Opolu 🙂 Mokliśmy z Miśkiem moim i co chwilę musieliśmy schronić się w jakimś sklepie. Tak trafiliśmy do sklepu cynamonowego czyli Cepelii – ściany obwieszone były obrazami, serwetami, wszędzie leżała zdobiona ceramika, rzeźby a w samym rogu tego nadmiaru piękna za małym biurkiem siedziała pani kroszonkarka zdobiąca wydmuszki. Od niej właśnie dowiedziałam się w czym barwić jajka, by były po prostu idealne 🙂 Pani używała barwników do tkanin.

Uruchomiłam w domu resztki Jacquard’ów, jakie zostały mi po zeszłorocznym barwieniu czesanki ze znajomą prządką z Łodzi (zdjęcie na samej górze to właśnie tamto letnie popołudnie). Barwniki te można kupić online w sklepach hobbystycznych, kosztują ok 20 zł za słoiczek z 14 g proszku, ale są niesamowicie wydajne. Do średniej  wielkości garnka wlałam wody na wysokość ok 7-8 cm, wsypałam odrobinę barwnika (tyle ile się mieści na samym koniuszku łyżeczki) i dolałam octu zupełnie na oko – przechyliłam butelkę i odchyliłam. Magia nieoznaczoności 🙂 Do roztworu włożyłam gęsie wydmuszki i zaczęłam wszystko podgrzewać. Tutaj uwaga – jeśli nie ma pomocnika, lepiej nie wrzucać więcej niż 2 wydmuszek, ponieważ te wymagają ciągłej uwagi. Kolor łapie skorupkę tak szybko, że trzeba je ciągle obtaczać.  A tak wyglądają efekty (w dymkach opisałam nazwy odcieni):

jacquard_nazwy

Kolory są wspaniałe, nie ma żadnego porównania między tymi odcieniami a efektami jakie się uzyskuje popularnymi barwnikami do jajek. Co więcej, rozrobiony wczoraj odcień „brilliant blue” zlałam do zamkniętego pojemnika i właśnie teraz Miś mój przeprowadza jego reaktywację na wydmuszce strusiej. Roztwór dalej „działa” 🙂

Inspiracją dla zdobień na jednej ze stron granatowej kroszonki było pewne miłe wspomnienie:

Jeszcze w zeszłym roku pracowałam w Irackim Kurdystanie. Po powrocie z jednej ze zmian Miś przywitał mnie na lotnisku z pięknym bukietem własnoręcznie zerwanych kwiatów łąkowych. Czegóż w nim nie było! Postanowiłam, że odwzoruję kwiat dziewanny. Efekt jest na zdjęciu po lewej stronie 🙂

A oto i sam bukiet w całej swej okazałości:

bukiet

Później w domu Miś opowiedział mi, że gdy tak czekał na tym lotnisku aż wyjdę z bagażami, usłyszał panią, która tęsknym głosem zapytała swojego partnera czy on również mógłby ją kiedyś przywitać z takim bukietem 🙂 Piękny jest, prawda? 😀

Continue Reading

Kroszonki bardzo naturalnie

Zadawaliście sobie kiedyś pytanie „co wolę bardziej – Wielkanoc czy Boże Narodzenie”? U mnie wygrywa Wielkanoc. Kocham jajka z chrzanem, zimnawe jeszcze ale już grzejące słońce i „malowanie jajek”, które w tym roku wyniosłam na kolejny poziom 🙂 Uwzięłam się jakiś czas temu już na barwienie naturalnymi składnikami. Porad na temat „w co wrzucić wydmuszkę, żeby się zabarwiła” w internecie jest sporo. I tak czytamy:

  • żółty – kurkuma, płatki nagietka
  • czerwony – mrożone maliny
  • czarny – kora dębu
  • niebieski – owoce tarniny (o rety.. naprawdę??)

Tyle porad co stron, gorzej mi poszło z odnalezieniem efektów tych eksperymentów.. albo nikt już tak jajek nie barwi albo akurat tam aparaty fotograficzne anihilują się z tworami czasów przeszłych. Na warsztat zatem w ciemno wybrałam albo to co było pod ręką, albo to co było nie za drogie 🙂

Na zdjęciu poniżej zebrałam parę ubarwionych już wydmuszek – część ma już wydrapane wzory, ale dobrze jest i te pokazać by zaprezentować jak kolor współgra ze zdobieniami:polskie nazwy

A teraz to, co misie lubią najbardziej – opisy procesu barwienia, czyli nieskładny zbiór sukcesów i porażek:

  • ciemnobrązowy (u mnie strusie jajo) – kora dębu ciosana z naszego materiału opałowego. Misia mojego nie trzeba było nawet prosić o pomoc – usłyszał, że korę dębu, że do wydmuszek i paręnaście minut później wrócił z siekierą i naciętą korą 🙂 Jajko gotowałam bezpośrednio w wodzie z korą parę godzin. To było moje pierwsze barwienie i po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z tego, że naturze trzeba dać trochę więcej czasu niż chemii. Kolor wyszedł intensywny, głęboki i o bardzo jednolitym odcieniu. Jajko nie barwiło ani ściereczki, którą je osuszyłam po wyjęciu z wody ani rąk.
  • pomarańczowy – tu sytuacja była złożona. Pierwotnie miał być to kolor żółty, zatem na warsztat wzięłam całe opakowanie suszonych płatków nagietka. I…? Nic. Absolutne nic. Skorupka jak biała była, tak po godzinie jej odcień nie zmienił się ani trochę. Z pomocą przyszedł internet, który podpowiedział kurkumę. I znowu nic! Jeśli sposoby z używaniem kwiatów nagietka i kurkumy mają działać to moją winą może być brak cierpliwości, ale uznałam, że skoro po 2 godzinach gotowania absolutnie nic się nie zmienia, nie będę na siłę brnąć w tę uliczkę. Zmieniłam wodę i wsypałam 2 paczki cynamonu. Efektem jest ładnie cynamonowy odcień. Przy wyciąganiu wydmuszek z wody okazało się jednak, że kolor, choć wydawał się intensywny, złapał naprawdę delikatnie i ściereczką łatwo można go było zmazać. Odstawiłam je do wyschnięcia i to było to. Kolor złapał skorupkę w bardzo wdzięczny sposób – przyległ do niej na stałe ale nie przeniknął zbyt głęboko sprawiając, że wydrapywanie wzorów jest naprawdę przyjemne.
  • bordowy – nieśmiertelne łupiny cebuli, których nie trzeba przedstawiać 🙂 jak zwykle, gotuję jajka w wodzie z łupinami. Słyszałam oczywiście o tym, by dzień wcześniej zacząć przygotowywać wywar i później barwić w samym roztworze, bez latających łupin, ale .. hmm.. siła przyzwyczajenia 🙂
  • zimny odcień brązułupiny orzecha włoskiego. Kolejna lekcja cierpliwości. Przez naprawdę długi czas (parę godzin) efekt był mizerny. Zostawiłam wydmuszki w roztworze na całą noc i rankiem okazało się, że czas zrobił swoje. Kolor jednak nie jest piękny – barwi bardzo nierównomiernie a i urodą nie zachwyca. Na zdjęciu przedstawiłam efekt jaki uzyskałam na jasnej i ciemnej skorupce. O ile ciemna wygląda całkiem przyzwoicie, tak jasna usłana jest plamkami i wygląda tak.. anatomicznie i nieapetycznie. Takie jajo Mieszka II. Mam nadzieję, że po uskrobaniu jej ten efekt będzie mniej widoczny. Do łupin orzecha na pewno już nie wrócę.
  • zgniłozielony – zaczynają się schody 🙂 To opakowanie suszonej pokrzywy ze sklepu zielarskiego. Skoro barwi się nią wełnę to dlaczego nie spróbować z jajkami?. Kolor (parę godzin w garze) nie zawiódł, ale za to wrażeń zapachowych miałam, że hej!.. Dobrze, że przygodę zaczęłam po obiedzie – jeśli ktoś z Was robił kiszonkę z pokrzywy to wie czym to pachnie. Nigdy więcej w domu! Po wyciągnięciu z wody barwa jest łatwo ścieralna, obtoczyłam je w occie dla utrwalenia koloru i efekt okazał się być całkiem miły – uzyskałam mocne zabarwienie w stylu vintage 🙂 Zdecydowanie lepiej się sprawdza na ciemniejszych skorupkach. I wspaniale się drapie – moja samoróbka z końcówki grawerskiej włożonej w osłonkę od długopisu wchodzi w to jak w masło.
  • niebieski – istne zapachowe pandemonium! Ten kolor okupiony był największym cierpieniem. Pierwsze parę godzin wydmuszki spędziły w wodzie gotowanej z kwiatami dzikiej malwy (kupionej jako suplement diety dla szynszyli.. wstrętny zapach), pod koniec dnia dolałam octu, ale i tak nic z tego nie wyszło.. zostawiłam na noc, ale kolor wciąż pozostał blady i nieefektowny. Następnego dnia dorzuciłam suszony owoc czarnego bzu. Sytuacja zaczęła się klarować – ku wielkiej radości jajka pokryły się granatem.. po bliższych oględzinach okazało się, że to baaardzo łatwo ścieralna powłoka z czegoś bzopodobnego i jednak lepiej sie tego pozbyć z korzyścią dla urody jajka. Kolor nie zachwycał w ogóle. Zostawiłam wszystko w garze i na drugą noc. Ocet.. tak.. dolewałam octu pierwszego dnia. Pamiętacie reklamę Blend-a-med, bardzo popularną swego czasu – pan dentysta wrzucał 2 jajka (jedno zwykłe, drugie wysmarowane tymże blendamedem) do dwóch menzurek i po jakiejś chwili jedno z nich było miękkie? To się mniej więcej stało z moimi wydmuszkami. Kolor miały obłędnie galaktyczy ale ich rachityczność.. z 7 przetrwały tylko 3. Właściwie to te 3 przetrwały tylko do dzisiejszej sesji zdjęciowej. Zostawiłam je na tarasie tylko na chwilę….. przyszedł kotek, wypił mleczko , a ogonkiem… stłukł jajeczko;) W ilości 2(coś mi mówi, że to nie było przypadkowe maźnięcie kocim ogonem tylko umyślne pacnięcie łapką). Na zdjęciu jest jedyne ocalałe, które później z ciekawości lekko ścisnęłam w dłoni i.. pękło 🙂 Nie ma to jak smrodzić w domu 3 dni i 2 noce by nic z tego nie wyszło.. Następnym razem spróbuję z samym czarnym bzem. I ocet tylko pod koniec. Jak w piśmie przykazano. I koniecznie na dworze. Kolor był jednak wart eksperymentu 🙂

Tak wyglądał smutny koniec jednej z wydmuszek (upadek z około 25 cm), ocet dopiero na końcu – zapamiętać!

koniec niebieskiej

 

Końcowe wrażenia?

Zacznę od wad barwienia naturalnego:

  • metoda bardziej czasochłonna od barwienia chemicznego,
  • wymaga czasem odpornego nosa, ewentualnie stanowiska barwierskiego poza domem,
  • ograniczona paleta barw.

Zalety:

  • barwnik naturalny nie wnika agresywnie w głąb skorupki, dzięki czemu wzory wydrapuje się o niebo przyjemniej niż na wydmuszkach barwionych popularnymi barwnikami do jajek dostępnych w sklepach (okropieństwo).
  • totalna odporność na promieniowanie słoneczne, której nie posiadają jajka barwione w barwnikach do tkanin – wydmuszki, które barwiłam w zeszłym roku spędziły calutki rok na parapecie i kolor nie zblakł nawet o pół tonu. Tu muszę dodać, że ciekawostkę o nietrwałości na UV barwników do tkanin zasłyszałam od wieloletniej kroszonkarki z Opola. Ufam jej doświadczeniu i wierzę, że tak jest, jednak nie chcąc wyjść na zbyt dociekliwą już nie pytałam o markę owych barwników. Pani wspomniała na koniec, że najgorzej jest z trwałością fioletów. Pozostaje to sprawdzić organoleptycznie i uruchomić swoje zasoby Jacquardów (dziękuję E.!).
  • paleta barw! Tak jest, paleta barw nie jest nieograniczona, ale kolory wyglądają bardzo naturalnie.
  • satysfakcja 🙂

Na koniec zbliżenie na mój ulubiony motyw, który roboczo nazwałam kwiatem jabłoni.

zblizenie_jablon

Mam nadzieję, że eksperymenty te ożyją jeszcze nie raz i nie tylko w mojej kuchni. Naprawdę mocno zachęcam do barwienia naturalnego.. taka mała podróż w czasie 🙂

Continue Reading