Mój nowy Złoty Graal, czyli traktat o balansie wielonitek

Kiedy zechcemy prząść świadomie, czyli porzucić etap nauki i radosnego śmigania na zasadzie „będzie co wyjdzie” i zacząć władać nad swoimi dziełami, prędzej czy później natkniemy się na rozterki natury technicznej. Dziś opiszę zagadnienie, o którym kiedyś w ogóle nie myślałam, a które dziś jest moim prządkowym Złotym Graalem – o balansie wielonitki. Opiszę jak wielić by włóczka nie była ani niedokręcona ani przekręcona. Oczywiście nie ma co popadać w skrajność – ręcznie przędziona włóczka, zwłaszcza o strukturze nieregularnej, umyślnie nieidealnej, będzie charakteryzować się fluktuacjami swoimi parametrów. W jednym miejscu będzie lekko niedokręcona, w innym przekręcona i jest to naturalne. Jeśli jednak będziemy czujni i oscylować będziemy wokół wartości idealnej, nasza włóczka globalnie będzie wspaniała.

Kiedy wiadomo, że włóczka jest idealnie zbalansowana?

Aby mieć pewność, wielonitkę (dwunitkę, trzynitkę itd) należy zdąć ze szpuli, przewinąć w pętlę, wypłukać i wywiesić do wyschnięcia koniecznie bez obciążenia (blokowanie zaburza pomiar, dążymy do nitki organicznie zbalansowanej). Dobrze zbalansowana włóczka nie powinna się skręcać w żadną ze stron lecz wisieć swobodnie. Można się natknąć na sugestię zgodnie z którą balans można sprawdzić już w momencie wielenia na kołowrotku. Głosi ona, że jeśli podczas dwojenia (analogicznie trojenia) puści się nitkę luźno, ta nie powinna się odkręcać w żadną ze stron. Byłoby to naprawdę dobra rada pod warunkiem, że skręt pojedynczych nitek spełniałby dwa warunki:

  1. byłby tak samo „stary” czyli powstałby w tym samym czasie (technicznie niemożliwe)
  2. byłby świeży

Trochę teorii, ale nie przerażajcie się:

Dobry balans nitki oznacza, że energia włożona w skręcenie pojedynczej nitki zostanie idealnie zrównoważona energią włożoną w wielenie (jak wiadomo, wielenie odbywa się w kierunku przeciwnym do kręcenia nitki pojedynczej). W czasie, w którym ukręcony singiel odpoczywa na szpuli i czeka na swoją kolej rozpoczyna się proces blokowania. Im dłużej nitka czeka, tym mocniej będzie zblokowana i rada zacytowana powyżej będzie coraz mniej dokładnie prowadzić nas tam dokąd powinna.

Żeby graficznie pokazać co się dzieje gdy nitka długo leży na szpuli, zrobiłam zdjęcie 2 nitek.

Nitka po lewej to świeżo ukręcony singiel, któremu pozwoliłam „odkręcić” się kiedy skręt był świeży. Nitka po prawej stronie to singiel, który odleżał na szpuli około tygodnia (niech podniesie rękę ta prządka, u której nic nigdy tak nie „leżakowało” ;)). Przykład  trochę ekstremalny, ale dobrze widać ile energii obie z nitek chcą przyjąć by leżeć prosto.

Na pozór obie są zbalansowane, jak na dłoni widać jednak, że balans nitki po prawej jest fałszywy.

Nitka o świeżym skręcie skręci się w piękną dwunitkę. Jeśli jednak nitka starsza miałaby się zachować tak samo, jedyną ilość skrętu jaki moglibyśmy jej zaaplikować podczas wielenia to ta oto mizerota ze zdjęcia. Aby dobrze ją zbalansować nie ma innej rady niż dołożyć więcej skrętu niż ta chciałaby przyjąć. W efekcie podczas dwojenia będzie próbować się „odkręcić” i sprężynkować w kierunku przeciwnym do dodawanego skrętu i nie ma w tym nic złego. „Świeższa” energia skrętu zawsze jest mocniejsza niż energia skrętu nitki pojedynczej i będzie ją przeważać. Im dłużej nitki czekały na swoją kolej tym mocniej powinny sprężynkować podczas wielenia.

Odnaleźć idealny balans można na dwa sposoby:

  1. obserwując kierunek układania się włókien w wielonitce (powinien układać się równolegle do nitki)
  2. urwać kawałek świeżego singla, pozwolić mu się naturalnie skręcić i używać jako punktu odniesienia przy wieleniu (szczególnie pomocne gdy trudno dojrzeć kierunek układania się włókien)

Wystawię się na ogień i dla przykładu zaprezentuję swoją włóczkę. Znajdziecie w niej fragmenty niedokręcone (włókna układają się w lewo) i przekręcone (włókna kładą się w prawo), zachęcam do przyjrzenia się temu co w niej drzemie. Po kliknięciu zdjęcie otworzy się w powiększeniu. Szukajcie miejsc, w których włókna układają się idealnie prosto, czyli równolegle to dwunitki. Szczególnie dobrze widać to na zielonej niteczce o różnych odcieniach. To jest ten balans, którego szukamy.

Tutaj bardzo ważna uwaga – ja swoją włóczkę kręciłam swoim stałym stylem, czyli:

  • single w lewo
  • dwojenie w prawo

W efekcie pojedyncze nitki układają się w prawą stronę. Przekręcone miejsca to te, które kładą się w prawo, czyli zgodnie z kierunkiem wielenia, niedokręcone to te, które kładą się przeciwnie do kierunku wielenia. Jeśli Twój system pracy jest odwrotny do mojego, czyli single kręcisz w prawo, a nitki wielisz kręcąc w lewo, niedokręcone miejsca położą się w prawo, a przekręcone w lewo.

Ogólna zasada brzmi:

  • jeśli włókna układają się zgodnie z kierunkiem wielenia, ten fragment jest przekręcony
  • jeśli włókna układają się przeciwnie do kierunku wielenia, taki fragment jest niedokręcony.

Mam nadzieję, że nie zakręciłam tematu za bardzo 😉 Na schłodzenie myśli – oto moja włóczka w motkowej odsłonie:

Jest niedoskonała i pięknie niedokładna. Ostatecznie jednak okazała się idealnie zbalansowana i daję gwarancję, że wykonana z niej dzianinka nie będzie skręcać w żadną ze stron. Podczas jej dwojenia nitka w dłoni ledwo zauważalnie próbowała się odkręcać, praktycznie leżała swobodnie, ale zdublowałam ją praktycznie zaraz po skręceniu singli, więc była „na świeżo”.

Mam już dla niej pewne zastosowanie, ale nie mogę się publicznie na ten temat wypowiedzieć, ponieważ będzie to surowiec na prezent Bożonarodzeniowy więc cicho sza.

Będzie mi naprawdę miło gdyby jakaś prządka (lub prządek) szukający tego skrawka wiedzy o zapomnianej sztuce przędzenia poczuje, że ten post jest przydatny.

Przy okazji prezentowania tego motka nie mogę nie wspomnieć o tym, że nie wszystko co się nie świeci, złotem nie jest. Moteczek jest połączeniem surowca szlachetnego, czyli wełny z owcy blue faced leicester w pięknym owsiankowym kolorze z zupełnie nieszlachetną zwykłą merynosową wełną sprzedawaną jako wełna do filcowania. Jest to fuzja włókna wykwintnego z kopciuszkowym zakupem, który urzekł mnie kolorami, a później odwdzięczył się z nawiązką – przędzenie tych zieleni było czystą przyjemnością! Utknęłam ostatnio w mocno wioskowych inspiracjach, bez krzykliwych kolorów, takich stonowanych, zupełnie nieefektownych. Czai się w tej włóczce listopadowa łąka, spowita mgłą, zimna już, ranek witająca pokryta szadzią.

A przy okazji jest zbalansowana, o!

2 thoughts on “Mój nowy Złoty Graal, czyli traktat o balansie wielonitek

  1. Ciekawa bardzo lektura, choc dla mnie, poczatkujacej przadki, takie rozwazania sa naprawde dyskusja naukowa z wieloma niewiadomymi… jak na razie. Ciesze sie, gdy uda mi sie zachowac podobna grubosc przez cala dlugosc nitki, w miare dobrze zbalansowana, a pojecia o uwiezionej energii brzmia jak zadania z fizyki… ale wszystko brzmi logicznie, mimo wszystko. Dziekuje za ten wpis 🙂

    1. ach! Ja już podobnej grubości nie trzymam, piękno ręcznych uprzędów jest też w ich nieregularności 😉 Cieszę się, że wpis się podobał, niech się przydaje! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *