Moja mała Islandia

Od dziś wielka część moich fotografii „wewnątrzdomowych” będzie się odbywało na tymże fragmencie leśnej duszy. Ten piękny plaster około stuletniego grabu otrzymałam przedwczoraj w prezencie. Mam potężne podejrzenie, graniczące z pewnością, że był to wyraz wdzięczności za dyplomatyczne wycofanie udziału mej niewieściej postaci w męskich planach.

Continue Reading

Mój nowy Złoty Graal, czyli traktat o balansie wielonitek

Kiedy zechcemy prząść świadomie, czyli porzucić etap nauki i radosnego śmigania na zasadzie „będzie co wyjdzie” i zacząć władać nad swoimi dziełami, prędzej czy później natkniemy się na rozterki natury technicznej. Dziś opiszę zagadnienie, o którym kiedyś w ogóle nie myślałam, a które dziś jest moim prządkowym Złotym Graalem – o balansie wielonitki.

Continue Reading

Kupujemy stary kołowrotek do przędzenia typu castle

Przyszedł i w końcu czas na mnie – zatwardziałą zwolenniczkę przędzenia na nowiuśkich, współczesnych kołowrotkach. Dzisiaj stałam się dumną właścicielką poczciwego staruszka roboczo nazwanego Pimpusiem z racji swoich rozmiarów i skromnych możliwości (póki co!). Czuję jednak że kółko to ma potencjał i może być warto włożyć w niego odrobinę pracy by dać mu drugie życie. No dobrze, umówmy się, że nie tak wcale odrobinę..

Continue Reading

Powrót prządki

Jestem! W końcu wróciłam i wypada pozbierać to, co przez ostatnie miesiące leżało odłogiem, ale wpierw słowo wyjaśnienia, gdyż tegoroczny sezon letnio – jesienny utknęłam tam gdzie Europa wita się z Azją, znosząc upały, kurz, błoto, jeszcze raz upały i turecką muzykę zgodnie puszczaną przez wszystkie stacje radiowe od rana do nocy.

Continue Reading

Jak uprząść mleko

– Co? Jak to? Mleko? Prawdziwe???

Marszczenie czoła, niedowierzanie a potem intensywny risercz. Taka była moja pierwsza reakcja na wieść, że można dostać i uprząść włókno mlekowe. Równie mocno zdziwiłam się parę minut później kiedy okazało się, że włókno to starsze jest ode mnie o parę pokoleń i było sposobem walki z niedoborami w czasie II wojny światowej. Ale od początku:

Continue Reading

Zimowa impresja art-yarnowa

Miałam niedawno ogromną przyjemność zamówić sobie czesanki marzeń. Dosłownie. Po okresie zachłannego testowania czystych wełenek różnych gatunków owiec (był kiedyś pomysł by taki cykl napisać.. może warto go zreaktywować?), przyszedł moment, w którym zapragnęłam dodatkowych radości a i bardziej ufam już we własne siły i wiem, że wyższe fale już nie zaleją mojej głowy!

Pośród wełenek, których zapragnęłam podotykać i zamienić w nitkę znalazła się ta oto boska mieszanka wełny z merynosów w 3 kolorach – białym, niebieskim i kruczym oraz.. lnu. U dołu warkocza widać jak pięknie, roślinnie odznacza się on na tle gładkiej wełny.

Continue Reading

Odczarowując czerń

Jakiś czas temu udało mi się utkać całkiem ładną krajkę w eleganckiej czerni i bieli. Żeby jednak zachować względną historyczność, biel była bardziej w kolorze ecru a czerń nie do końca idealna, by przypominały kolor naturalnej wełny. Sądziłam, że wszystko będzie dobrze, do momentu jednak w którym pokazałam krajkę szerszemu gronu. Oprócz wielu miłych słów bowiem usłyszałam wątpliwości na temat używania czarnej barwy, ponieważ „w średniowieczu tym kolorem nie dysponowano”. Nie da się naturalnie barwić wełny na czarno, więc źle i już!

Continue Reading

Szkockie wrzeciono

Jakiś czas temu opisałam tu moje idealnie islandzkie wrzeciono, dziś czas na Szkocję 🙂 Stamtąd to pochodzi jedno z najmniej popularnych i w ogóle najmniej znanych wrzecion. Z wyglądu przypomina ledwo ociosany kawałek drewna, który nie może być zapowiedzią niczego efektownego.. i nic bardziej mylnego! Spośród wszystkich wrzecion, na których dotąd przędłam, to szkockie właśnie jest najbliższe mej duszy.

Continue Reading

Przędzenie konopii

Kiedy wiosną tego roku wprowadzałam się do domu na wsi jedną z pierwszych myśli jakie przyszły mi do głowy był sposób zagospodarowania podwórka. Zaplanowałam sobie 3 odrębne poletka uprawne – ogródek ziołowo warzywny, ogród barwierski i mikro plantacyjka konopii włóknistej. O ile pierwsze dwa pomysły udało się zrealizować że hej, o tyle trzeci został skutecznie znokautowany przez naszą polską rzeczywistość i ograniczenia prawne. Wniosek z tej przygody taki, że jeśli chciałabym przejść całą drogę od słomy konopnej to gotowej przędzy, najlepiej znaleźć kogoś kto ją uprawia wielkoareałowo i odkupić od niego te parę naręczy 🙂

Continue Reading

Przygotowanie runa w sposób „woolen”

Przed właściwym przędzeniem wełnę przygotować można dwojako, teraz uwaga – 2 prawie-neologizmy, których nie potrafię przełożyć na nasz język. Woolen i worsted. Runo przygotowane w sposób „worsted” będzie miało włókna ułożone równolegle do kierunku wyciągania przędzonej nitki. Przędza z takiej czesanki będzie mocna, z włóknami skręconymi ściśle i z minimalną ulością uwięzionego między nimi powietrza. „Woolen” to zupełnie inna historia – tu włókna ułożone są prostopadle do kierunku przędzenia, dzięki czemu włóczka posiada bardziej chaotyczne ułożenie włosków, jest mniej wytrzymała na rozciąganie ale i bardziej puchata.

Aby przebyć cały szlak – od runa do gotowych do przędzenia czesankowych roladek wystarczy samo runo i para grępli ręcznych, które notorycznie nazywam po prostu czesakami :). Jakiś czas temu już dostałam paczkę z runem jagniąt owcy norweskiej. Przebierając ostatnio swoje zapasy znalazłam właśnie ten worek, cierpliwie czekający na „swój czas”. Zatem nadszedł 😉

Continue Reading