Pierwsze śliwkowe prawie wrzeciono

Dziś pokażę zapowiedź tego co w naszym domu (warsztacie!) zaczyna się dziać. W kuźni przy domu, która kuźnią już jest coraz mniej a coraz bardziej stolarnią pojawiło się nowe dziecko. Do naszego parku maszynowego, czyli śrubokrętów, papierów ściernych, szydełek i innych zaawansowanych cudów techniki dołączyła w końcu tokarka! Plan zakłada, że w chwilach twórczego uniesienia narysuję cudowne wrzeciono godne boskiej Frigg, a Arek zmaterializuje tę wizję w swoim warsztacie. Tyle z teorii..

Zanim nasze dziecko do nas przyjechało obejrzeliśmy chyba z połowę filmów o toczeniu na youtubie. Na sucho ćwiczyliśmy ruchy, uśmiechając się do wyimaginowanych cudowności jakie będą nam wychodzić. Pewni swoich tokarskich sukcesów złożyliśmy jakoś to co do nas przyjechało i zamontowaliśmy dębowy kołek (w tym jednym zdaniu zmieściły się 2 dni tak naprawdę 😉 ). Pewien swoich ruchów, Arek dokonał pierwszej próby utoczenia wrzeciona:

sliw_5

Czoła nam się zmarszczyły a usta zacisnęły.. zrozumieliśmy, że „prawdopodobnie trzeba będzie poćwiczyć”.

Dopiero parę dni później, kiedy doszły dłuta tokarskie z prawdziwego zdarzenia, spod jego rąk zaczęły wychodzić twory wrzeciono podobne.  Tak wygląda jego pierwsze, nawet użytkowe wrzeciono ruskie:
sliw_3

Ubolewam nad tym, że wziął do testowania tak krótki kawałek tej śliwy.. Dosłownie parę centymetrów więcej i byłoby ono piękne i proporcjonalne!

sliw_2

Taka to właśnie zapowiedź cudów jakie będą się działy! Niech Ci Arku Bogowie sprzyjają, a ja oddam się zajęciu poszukiwania idealnych proporcji, które mi wystrugasz 😀

 

You may also like:

2 komentarze

    1. też je uwielbiam 🙂 Śliwa to multizadaniowiec – wiosną kwiaty, latem śliwki, po burzy – wrzeciono, a wióry do wędzarni 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *