Jak uprząść mleko

– Co? Jak to? Mleko? Prawdziwe???

Marszczenie czoła, niedowierzanie a potem intensywny risercz. Taka była moja pierwsza reakcja na wieść, że można dostać i uprząść włókno mlekowe. Równie mocno zdziwiłam się parę minut później kiedy okazało się, że włókno to starsze jest ode mnie o parę pokoleń i było sposobem walki z niedoborami w czasie II wojny światowej. Ale od początku:

Czym jest włókno mlekowe?

Z chemicznego punktu widzenia jest ono mieszaniną dwóch związków – kazeiny i monomeru akrylowego. Gdzie w tym mleko? A w kazeinie. Jest to grupa białek (łac. „caseus” – ser) stanowiąca większość białek (protein) obecnych w mleku.

Filiżanki mleka?

Od kiedy jest ono znane?

Najwcześniejsze informacje jakie o nim znalazłam sięgają Niemiec w czasie I Wojny Światowej (mleczne kąpiele Kleopatry w tym przypadku się nie liczą 😉 ). Później są to patenty przyznane kolejno w 1935 na włoski Lanital (wyparty później przez Merinovę) i w 1937 na amerykański Aralac. Włókna te mieszano z króliczym włosiem przy produkcji filcowych kapeluszy oraz  z wełną, moherem, sztucznym jedwabiem i bawełną przy produkcji tkanin. Ich wielki czas przypadł na czas II wojny światowej kiedy zajęte wojną gospodarki borykały się z niedoborami wełny. Bardzo szybko po jej zakończeniu okazało się jednak, że w normalnych warunkach rynkowych nikt o zdrowych zmysłach nie pozostał wierny mlecznym sukienkom. Ówczesne włókno było nietrwałe (posiadały ledwie 10% wytrzymałości wełny), ustępowało wełnie elastycznością i miało tę przykrą właściwość, że po zamoczeniu woniło zsiadłym mlekiem.

W tym momencie nieważne jak mocno bym się nie obrażała na sztuczne włókna, to nie odbiorę im tego, że ich dodanie zniwelowało te problemy. To co czułam pod palcami podczas przędzenia absolutnie nie miało nic wspólnego z zaprzeszłymi niedogodnościami 🙂

Moje wrażenia z przędzenia

Tak wygląda włókno mlekowe w pasmach. Już w tym momencie wygląda luksusowo, jednak prawdziwe piękno prezentuje kiedy pasma rozciągnę wzdłużnie:

Już po uprzędzeniu pierwszych paru metrów przeżyłam niemałe zaskoczenie. Takie jedwabiste mgiełki przyzwyczaiły mnie do tego, że na ogół są bardzo śliskie, podczas gdy „mleczko” zachowuje się trochę jak wata cukrowa. Włókna jakby lepią się do siebie i miałam wrażenie, że czułam coś jak lekkie skrzypienie rozdzieranej waty kiedy próbowałam rozluźnić większe pasmo. Domyślam się, że może być to zasługą domieszki akrylonitrylowej, która dzisiaj obecna jest w każdym współczesnym włóknie mlekowym. Z przyjemnością się jednak na nią godzę, gdyż to z czym miałam przyjemność (zaznaczam – przyjemność!) pracować w niczym nie przypominało opisu Aralacu. Pojedyncza nić była nad wyraz mocna. Umieszczam ją gdzieś w połowie drogi miedzy singlem wełnianym a singlem z szczmielu białego (ramia), a próbując rozerwać nitkę potrójną nieomal uszkodziłam sobie naskórek.

Kolejnym zaskoczeniem jest to, jak mocno singiel sprężynkuje. Moim pierwotnym zamysłem było uprzędzenie cienkiego singla, jednak po pierwszych metrach zaczęłam się obawiać o to, czy taki singiel dałoby się sprawnie ustabilizować. Rzecz warta sprawdzenia. Tym samym zdecydowałam, że powstanie całkiem puszysty moteczek z nitki trojonej navajo.

W 50 gramach zmieściło się 140 metrów trojonej nitki o grubości 19 wpi, czyli wyszła całkiem ładna grubość skarpetkowa. Gotowy motek zanurzyłam w wodzie (wspaniale ją absorbuje) i wysuszyłam bez obciążenia by nie stracił na elastyczności.

Włókno jest ciekawą fuzją starej dobrej wełny z nowoczesnymi włóknami celulozowymi. Wyglądem przypomina różę, soję, czy banana, ale zachowanie ma prawdziwie wełniane. Nie inaczej jest w przypadku barwienia – przeprowadziłam małą próbę kwasowymi barwnikami i zareagowało idealnie. Nawet odrobinę lepiej od samej wełny, bo w przeciwieństwie do niej jest ono pozbawione łusek, zatem nic nam się nie sfilcuje. W tym wypadku zwyciężyła jednak chęć stworzenia prawdziwie mlecznego moteczka. Gotowa niteczka ma piękny perłowy, subtelnie ciepły odcień. Jest piękna. Mimo tego akrylonitrylu. Albo właśnie dzięki niemu!

W jaki sposób mleko zamienia się w czesankę?

Zastanawiałam się czy o tym pisać, albo – jak o tym napisać, by Cię nie znużyć. Jeśli jednak dotarłaś aż tutaj, to istnieje szansa, że proces naprawdę Cię interesuje 🙂

Włókno faktycznie pozyskuje się z mleka. Kazeina, którą się ekstrahuje stanowi wagowo 3% mleka krowiego a w finalnej mieszance kazeinowo – akrylonitrylowej stanowi od 20% do 60% składu, zatem znając ostatnią zmienną łatwo można wyliczyć z ilu litrów mleka wyprodukowano naszą mieszankę. Takiej informacji jednak nie znalazłam w żadnym miejscu oferującym „mleczko” na sprzedaż. Być może ze wzrostem jego popularności przyjdzie i czas na dokładniejsze opisy. Co jednak wynika ze wstępnych szacunków (zakładam, że mieszanka wykonana jest w połowie z kazeiny) to to, że do wykonania 1 g włókna mlekowego potrzeba aż 16.67 gramów mleka.

Wracając jednak do samego procesu: mleko poddaje się odtłuszczaniu i dehydracji. Następnie rozpuszcza się je w roztworze zasadowym, gdzie wraz z monomerem akrylowym (złożony w min. 50% z akrylonitrylu) poddany jest polimeryzacji szczepionej. Połączone związki wyciąga się we włókno i tnie na długość parunastu centymetrów. W proces ten zaangażowane są oczywiście chemikalia, ale finalny produkt okazuje się na tyle bezpieczny, że uzyskał certyfikat Oeko-Tex® Standard 100 (link). To bardzo ważna wiadomość, ponieważ ten certyfikat potwierdza automatycznie spełnienie rygorystycznych wytycznych europejskiej normy REACH.

Tak oto, w wielkim skrócie przedstawia się włókno mlekowe. Przebieraniec. Puszysto wełniste doznania pod postacią perłowej czesanki. Bardzo ciekawe włókno!

 

____________________________________________________________
http://www.beagleybrown.com/milk-fibre-fashion/

Aralac: The „wool” made from milk


http://www.swicofil.com/products/212milk_fiber_casein.html
What is Milk Fiber?
http://www.iw.lodz.pl/tresc/352/53/3/
https://www.oeko-tex.com/en/business/certifications_and_services/ots_100/ots_100_start.xhtml

4 thoughts on “Jak uprząść mleko

  1. Bardzo ciekawe. Słyszałam o przędzy z macicy perłowej, teraz z mleka. Chyba już nic mnie nie zdziwi.

  2. Niesamowite! nitka z kazeiny! Można by powiedzieć, że to taki włókienniczy odpowiednik sera 🙂 Będę miała ciekawostkę do opowiadania znajomym krowiarzom. Dzięki 😉 Fajnie, że napisałaś o procesie powstawania, to bardzo ciekawa sprawa.

    1. Im głębiej w las tym ciekawsze te rzeczy. Złapałam się nawet ostatnio na tym, że szkoda mi czasu na przędzenie zwykłej wełny 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *