Kupalnocka – druga edycja Owieczkowego Pudełka

Noc Kupały już mocno za pasem, a tu jeszcze pozostała do odtajnienia zawartość ostatniego Pudełka Niespodzianki. Najwyższa na to pora!

Nim przejdę do konkretów chciałam mocno i gorąco podziękować osobom, które mnie w projekcie dopingują wysyłając mi wiadomości pełne pozytywnych emocji. Jest tak, że przed każdą wysyłką mam serducho pełne obaw. Z jednej strony mi, jako prządce, podobają się włókna, które Wam wysyłam. Ale z drugiej drżę o to czy one będą się również podobać i Wam. A to jest esencją całej zabawy! Mam nadzieję, że z cudów jakie przyszły do Was w tym miesiącu wyczarujecie coś prawdziwie magicznego. Przyznam, że już chwilkę jakąś ostrzę sobie zęby na jeden ze składników.. marzy mi się mieszanka, o jakiej nigdy wcześniej bym nie pomyślała, a do skomponowania której zainspirowała mnie pewna dziewczynka z warsztatów prządkowo-tkackich jakie miałam przyjemność popełnić przedwczoraj. Na pewno ją tutaj pokażę (no chyba, że wyjdzie żałośnie.. )

Wracając na główne tory – motywem przewodnim tej edycji Pudełka jest pełna dzikiej magii Kupalnocka. Chciałam, by w niespodziankowej przesyłce znalazły się wszystkie elementy kojarzące się z naszym pogańskim świętem zakochanych. Są w nim kwiaty, woda, nocne niebo, ogień i mgła, która nad ranem spowija łąki. Może jednak nie mgła, lecz pajęczyny.. och, niestety tak. Pajęczyny. Rozkładając zawartość na te właśnie czynniki pierwsze, w łapki prządek polskich wpadły:

Kwiaty wiankowe i toń jeziora

Jest mi bardziej niż miło móc osobiście przekonać się o kunszcie farbiarskim Justyny Karo. Kto przędzie, temu tej Pani nie trzeba przedstawiać, o nie. Poprosiłam ją o wykonanie farbowanego warkocza w kolorach wianka rzuconego w fale. Zaproponowałam swoją wersję kolorystyczną ale jakże się cieszę, że Justyna zaproponowała lekkie zmiany, ponieważ taki zestaw kolorów wygląda jak esencja lata. Czy wspominałam o wspaniałym kunszcie farbiarskim? Ta czesanka jest wspaniała.. cała pokryta kolorami. Osobiście planuję ją spożytkować na ciepłego fraktala. Może nie nazbyt to oryginalne, ale nie ma takiej opcji, by ta czesanka się pięknie we fraktalnej dzianince nie objawiła. Dla lepszego pokazania jak ułożone są w niej kolory, zdjęcia zrobiłam rozpuszczonemu warkoczowi.

Woda

Cóż może się z wodą bardziej kojarzyć niż włóczka z wodorostami? Niech będzie i tak, że w Noc Kupały harcują i wodne rusałki, topielice i utopce. Niech i wodorost odnajdzie swoje miejsce w czerwcowych uprzędach.

Nocne niebo i sobótkowe ognie

Nie oddam tu cesarzowi co cesarskie. O ile złota czesanka z sari przypomina na tym zdjęciu płomienie, to jednak nie udało mi się uchwycić na zdjęciu koloru drugiej czesanki, a był to ciemny granat wpadający w fiolet. Może uda mi się uchwycić tę barwę jeszcze w innym świetle, ale póki co otwarcie obnażam przed Wami mój problem z oddaniem fioletu na fotografiach. Będąc przy czesance z hinduskich sari – to właśnie z tym złotym kolorem wiąże się plan, o którym wspominałam na samym początku. Wyobrażacie sobie mieszankę złotego sari z szarą owcą islandzką? Jedna z dziewczynek na moich warszatach dokładnie coś takiego stworzyła. Wyszła jej piękna deszczowa chmura gdzieniegdzie rozświetlana promieniami słońca. Widzicie teraz? Szkoda, że ta seria warsztatów dobiegła już końca, z przyjemnością podejrzałabym co te dzieci by jeszcze wymysliły..

Pajęczyny

Poetycko próbowałam nazwać chusteczki jedwabne mgłą, ale jeśli miałyście je w dłoniach i widziałyście jak toto się zachowuje, jak przyczepia i haczy o skóreczki i nierówności, to nie muszę mówić dlaczego jednak bliżej jest im do pajęczych wytworów..

Naturalna wełniana czesanka

 

Jak zwykle, w Pudełku znalazła się czesanka z pewnej owieczki. Poprzednio przedstawiany był Manx Loaghtan i Wensleydale, tym razem, w zdwojonej ilości pojawiła się owca szetlandzka. Wybór jest zupełnie nieprzypadkowy. Nawiązując do pogańskich tradycji, w Kupalnockowej edycji umieściłam czesankę z runa owieczki prymitywnej, o odcieniu, którego nazwa pochodzi z języka norn – wymarłego już języka skandynawskiego, którym posługiwano się na Szetlandach i Orkadach. Moorit, bo tak brzmi nazwa tego koloru to rudawy brąz, mocno charakterystyczny dla szetlandów.

Włókno roślinne


Właściwie to w Pudełku pojawiły się aż 2 włókna roślinne – pierwszą czesaneczką był seacell, czyli włóczka z wodorostem, drugim jest właśnie złote cudo z fotografii u góry, czyli soja. Kto jeszcze nie prządł, mam nadzieję, że się do niej przekona. Włókno przędzie się zaskakująco miło, a jeszcze milej barwi. Jest to włókno proteinowe, stąd można je barwić farbkami kwasowymi normalnie używanymi do barwienia wełny i jedwabiu.

I na koniec trochę magii

Magii, bądź „błyszczu błyszczu” jak ktoś nazwał tę angelinę w facebookowych komentarzach. Taak, odrobina magicznego „sianka” zawsze się przyda. Na przykład na warsztaty dla dzieci.. One je kochają. Mieszać. Ze wszystkim! Ze swoimi włosami również!

Tak oto przedstawiała się zawartość ostatniej edycji. Edycji, nad którą osobistą pieczę trzymał mój własny, osobisty pogański kocur o imieniu Perun:

Ciekawa jestem do jakich nitek te włókna Was zainspirują. Mam nadzieję, że czerwcowe uprzędy będą dzikie i nieoczywiste!

1 thought on “Kupalnocka – druga edycja Owieczkowego Pudełka

  1. No coż ja nadal miziam czesanki. Chęci swoje, życie swoje, ale już niedługo spodziewam się dłuższego odpoczynku od pracy wiec czas na naukę będzie. I zazdroczę tych warsztatów, chętnie bym uczestniczyła. A na razie drutowa jestem i mam plany wobec twojej przędzy z bazarku, ale to napiszę na priv. Pozdrawiam Elwira.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *