Moja mała Islandia

Od dziś wielka część moich fotografii „wewnątrzdomowych” będzie się odbywało na tymże fragmencie leśnej duszy. Ten piękny plaster około stuletniego grabu otrzymałam przedwczoraj w prezencie. Mam potężne podejrzenie, graniczące z pewnością, że był to wyraz wdzięczności za dyplomatyczne wycofanie udziału mej niewieściej postaci w męskich planach. Zaproszenie padło i nawet je przyjęłam. Już się z gąską witałam gdy wtem.. tak głęboki smutek ujrzałam w spojrzeniach mężczyzn, którzy sami z zaproszeniem wyszli. Ale tak głęboki… I wtedy padło głuche „Będzie świetnie, dawno nie mieliśmy takiego męskiego dnia”….  Piorun strzelił, serducho ścisnęło, chciałam pojechać z nimi na tę strzelnicę, ale chyba nie tak wyglądał ich plan. Wycofałam się dzielnie udając, że mi nie żal.

Parę sekund później padło „wybierz sobie”. Co? Ten! „Tu mam lepsze, bierz ten!”. Plaster drewna był surowy, ale drugi z mężczyzn z miejsca zabrał się za szlifowanie. Być kobietą. Wdech. A więc to takie uczucie.

Policzyłam słoje i uczciwie klikając palcem jedynie na tych, które były wyraźne wyszło mi, że grab miał 97 lat plus minus mój osobisty błąd ludzki.

Jestem tak zaczarowana topografią mojego nowego akcesorium, że przez nadchodzący miesiąc pewnie będę wszystko na nim fotografować. Raz na klifach zachodnich, raz na wschodnich. Dopóki nie pęknie. A pęknie, bo drewno jest jeszcze mokre. Tak sobie myślę, że to że pęknie nawiązuje jeszcze mocniej do Islandii. Nie dość, że plaster trochę ją przypomina wyglądem, to i naprężeniami wewnątrz również.. toć przez Islandię przebiega ryft i osobiście miałam zaszczyt przestąpić z płyty Północnoamerykańskiej na Euroazjatycką.

Grab w akcji:

I jeszcze parę ujęć od frontu klifów:

W rolach głównych występują ręczne uprzędy, kolejno od lewej: biały z owiec norweskich, zimnoszary z wrzosówki i ciepłoszary z owcy islandzkiej.

 

Kocham.

You may also like:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *