Pierwsze śliwkowe prawie wrzeciono

Dziś pokażę zapowiedź tego co w naszym domu (warsztacie!) zaczyna się dziać. W kuźni przy domu, która kuźnią już jest coraz mniej a coraz bardziej stolarnią pojawiło się nowe dziecko. Do naszego parku maszynowego, czyli śrubokrętów, papierów ściernych, szydełek i innych zaawansowanych cudów techniki dołączyła w końcu tokarka! Plan zakłada, że w chwilach twórczego uniesienia narysuję cudowne wrzeciono godne boskiej Frigg, a Arek zmaterializuje tę wizję w swoim warsztacie. Tyle z teorii..

Continue Reading

Islandzkie wrzeciono

Dziś będzie sporo zdjęć dokumentujących krok po kroku jak z kawałka kamienia i szczapki drewna powstało wrzeciono wzorowane na znaleziskach z czasu pierwszego osadnictwa na Islandii.

Sam pomysł by samej (i oczywiście – z pomocą Miśka) stworzyć sobie wrzeciono zrodził się  już parę dni temu. O ile samo wystruganie drewnianego wrzeciona barierą nie do pokonania nie jest (o szkockich bezprzęślikowych wrzecionach będzie niebawem), to innowacją w tym wypadku miało być skupienie większej części masy na dole poprzez dodanie przęślika. I to najlepiej historycznie poprawnego.

Continue Reading

Mój ogródek barwierski

Po długim oczekiwaniu na pierwsze wschody i obawach czy mój, z niemałym trudem wydarty trawnikowi ogródek barwierski nie okaże się pustynią, w końcu bez wstydu mogę pokazać co się pokazało. Zanim przejdę jednak dalej.. dziękuję Misiu, że mi go przekopałeś! 🙂

Są sukcesy, ale i porażki. Jak dotąd nie widać ani siewek marzanny barwierskiej (Rubia tinctorum) ani rezedy żółtawej (Reseda luteola). Nie wydaje mi się, żebym wysiała je zbyt późno, bardziej podejrzewałabym swoje błędy ogrodnicze, bądź niecierpliwość.. liczę po trochu, że jednak jeszcze mogą się pokazać. Oby, oby!

Continue Reading

Prymitywne rasy owiec

Całe moje zamiłowanie historii rozhulało się w domu na dobre. Załamanie pogody strugami deszczu uwięziło mnie ostatnio w domu, rozstawiłam więc kołowrotek w największej izbie w domu. Tam, w chłodzie i przy niedostatecznym świetle wzięłam w ręce wełnę, która przechodziła ongiś przez palce wikińskich kobiet.

Continue Reading

Jak uprząść różę

Magii w moim warsztacie ciąg dalszy.. Nęcona przez wspaniale brzmiącą nazwę „włókno różane” nie mogłam oprzeć się pokusie i zdecydowałam, że ono absolutnie musi pojawić się w moim domu.

Zaczynając jednak od początku – czym właściwie jest to poetycko brzmiące włókno różane?
Odpowiedź brzmi: niczym innym jak włóknem celulozowym otrzymywanym z prawdziwych łodyg różanych 🙂 Nic ponad to i aż to! W tym momencie do włóczek, które miałam przyjemność stworzyć dołączyła prawdziwa kwintesencja elegancji.

Continue Reading

Nieco odważniej – włóczki singlowe

Jeśli chodzi o moje dotychczasowe preferencje nitkowe, były one jasno sklarowane – dwoiłam i troiłam swoje nitki na potęgę z myślą o przeznaczeniu skarpetkowo – szalikowo – czapkowym. Tym samym dokumentnie wyparłam ze swojego warsztatu włóczki singlowe. Oświecenie przyszło kiedy w moje ręce dostała się czesanka z owcy rasy Wensleydale, czyli morze połyskliwych fal. Z kolorów podstawowych umieszałam sobie pomarańcz i zieleń (a przynajmniej myślałam, że tak się stało) i ubarwiłam sobie tę wełenkę. Na zdjęciach widać, że kolory nie wymieszały się idealnie, ale tylko dodało jej to urody.

Continue Reading

Kolorowa lama

Kusiło mnie, by napisać „Lamia” (imię mojej szylkretowej koteczki) 🙂

Nieśmiało ugotowałam sobie w garnku połowę swoich zasobów wełny z lamy, czyli około 50 gramów. Strach trochę zdjął mnie przed zaryzykowaniem całej partii jaką mam. Włókno należy do tych luksusowych i w luksusowej cenie, stąd wiadomo.. 🙂 Na szczęście za ceną idą wrażenia sensoryczne – czesanka poddana została procesowi usuwania grubszych włosów, zatem to co trafiło w moje dłonie jest jak puch! Czesanka jest bardziej niż miękka w dotyku (20 mikrometrów!), z delikatnym połyskiem i lekko śliska. Bałam się utracić te właściwości podczas barwienia, które zawsze lekko wełnę podfilcowuje. Na próżno na szczęście 😀

Continue Reading

Czochra i szarpaki

Pamiętam marzenia o życiu na zapomnianej wsi kiedy jeszcze mieszkałam w wielkim mieście. Miał być czerniony drewniany dom z malwami, łany zbóż i wiedźmini polujący na południce. Teraz, kiedy w mniej więcej takim miejscu mieszkam wizja ta .. hmm.. w części nawet się zmaterializowała 🙂 Pojawiły się polne kwiatki w wazonie, ziołowe ogródki ale i instancja swetra wieczornego, kiedy w domu robi się już zimno. Są pomidory z krzaczka i zbiór pąków dziurawca ale i rąbanie drewna siekierą. W stroju wybitnie niewyjściowym, ale siekiera nie pyta, siekiera rozumie 😉

Continue Reading

Szare Corriedale czyli broda Gandalfa

Kolejna piękna niteczka gotowa! Tym razem w ruchu było szare runo owcy rasy corriedale. Owieczki te są najstarszą rasą uzyskaną za pomocą krzyżowania – wyhodowano ją w Australii i Nowej Zelandii pod koniec wieku XIX jako krzyżówkę tryków rasy lincoln bądź leicester i samiczek merynosa. Udoskonalona później rasa okazała się na tyle atrakcyjna, że dziś corriedale’e stanowią drugą siłę w świecie jeśli chodzi o znaczenie zaraz po merynosach. Hodowane są głównie na półkuli południowej – w Australii, Patagonii, Urugwaju, na Falklandach i Śródziemiu.. znaczy się – Nowej Zelandii! Z szeregu wyłamują się USA 😉 To już półkula północna, ale niech będzie, ze dla mnie owieczka ta pozostanie z tych południowych 🙂

Continue Reading