Pierwsze dzierganie na dworze w 2016

El Niño postradał pogodę dokumentnie. Ledwie styczeń dobiega końca, a na dworze na wsi mojej było dziś oszałamiająco błogie 8 stopni Celsjusza! Zarzuciłam sobotnie porządki. Takiej pogodzie należy się uwaga 🙂 Chwyciłam najgrubsze szydełko jakie mam w domu, włóczkę, krzesło i komputer z na śmierć już ogranym Panem Wołodyjowskim i urządziłam się na tarasie ze świeżutkim projektem. Blade to słońce było ale jakie już nęcące..

A na tapecie dziś coś, czego jeszcze nie było, a na co ostrzyłam sobie zęby już pewną chwilę – dziecięcy komin z kapturem z misiowymi uszami. Projekt był, włóczka również.. jedyne czego brakowało do rozpoczęcia części relaksacyjnej to pewność, że przędza mojego wyboru nie skaże kaptura na niebyt.. Na stoliku czekało w gotowości nie lada co, bo mieszanka wełny z alpaki z owczą, czyli włókno, którego nijak zabiegana mama nie wrzuci do pralki z resztą spodenek i koszulek! Dodam, że wspaniale miękka, pachnąca naturalnością, pyszna.. Czułam się jak Alicja w Krainie Czarów. Ja siedziałam przed włóczką a ona mówiła „uszydełkuj mnie!”. Nie lada ambaras.

Czas na konsultacje z mamami był najwyższy.

I tu wspaniała wiadomość dla mnie i dla pociech takich mam: jak się okazało, naturalną rzeczą jest, że mamy kupują wełniane czapki i je potem ręcznie piorą! Wybornie! Jest zatem jeszcze miejsce dla prawdziwej wełny 🙂

Z przyjemnością wrzuciłam włóczkę na szydełko. Po niedługim czasie – licząc w skali filmu, Ketling poznał już Krysię ;), gotową miałam niecałą część komina:

unfinished_hoodie

Kwiatuszek przeznaczony jest na ozdobę dla pluszowego króliczka, przyłożyłam go tylko na próbę, ale bardzo mi się podoba połączenie kolorów. Jeśli po skończeniu kaptura zostanie mi trochę włóczki, koniecznie musi się pojawić opaska z perłowym kwiatem.

Siedziałabym na dworze i do końca robótki, ale zimny wiatr się zerwał. Jednak to ciągle styczeń.. Do końca pozostało tylko przyszycie misiowych uszu i ozdobnego guzika. Jutro, przy dobrym świetle postaram się zrobić zdjęcia gotowego kaptura. Może do tego czasu wymyślę też jak go zaprezentować.. Przecież nie na balonie z namalowanymi oczami!

Nic to.. czas na te uszy i herbatę z cytryną. Jutro wraca mój narzeczony, już widzę jego niezadowoloną minę kiedy zobaczy, że „zamróz mnie chwycił”! Mimo to, warto było 😀 Sezon na szydełkowanie pod chmurką uważam za otwarty!

Continue Reading

Wcale pluszowe zajączki

Słowo na dziś – szenila.

Tak jak tkaninę z okrywą puchową nazywamy pluszem, tak nitkę otoczoną innym włóknem nadającą puszystość nazywamy włóczką szenilową. Taką właśnie włóczką jest himalaya dolphin baby – w moim przypadku kupiony z ciekawości i następnie rzucony w pudło z solennym postanowieniem „zużycia tego na coś, na 100%!”. Kolejna część historii ma miejsce dziś, czyli pół roku później 🙂

Włóczka wykonana jest z poliestru (wiwat dzisiejsze zdobycze technologiczne!), ale niech to nie przemawia na jej niekorzyść.

Zacznę od jej niezaprzeczalnych zalet:
– niespotykana miękkość,
– dziecięca pastelowa gama kolorów,
– w zupełności wystarczająca odporność na zerwanie,
– grubość 🙂 Użyłam szydełka 4,5 mm.

Wady:
Wszystkie są pochodną struktury włóczki, którą stanowią 4 bardzo cienkie nitki w puchowej otulinie. Sprawia ona, że:
– podczas szydełkowania oczka zlewają się ze sobą, co może nastręczyć problemu osobom początkującym,
– należy uważać przy zszywaniu elementów, gdyż nitka „męczy się” i po n-tym przeciągnięciu jej przez ciasne oczka potrafi zgubić fragmenty puchu (dokładnie w miejscu, w którym szarpnie się nitkę szydełkiem lub igłą). Zszywanie z uczuciem wskazane 🙂
– kiedy już dojdzie do sytuacji, w której trzeba pruć, również należy robić to ostrożnie,
– przyszywając do robótki tkaninę należy co rusz sprawdzać czy łapie się igłą rdzeń włóczki. Samo uchwycenie „pluszu” igłą nic nam nie da rzecz jasna.

Włóczka wymaga zatem nieco większej uwagi, ale odwdzięcza się bardzo ładnymi przytulasińskimi maskotkami dla dzieci. Tak wygląda efekt mojego koleżankowania się z dolphinem:
DSC_0007-6

Te króliczki mają już swoich opiekunów. Właściwiej – moich bezwzględnych maskotkowych testerów 😉

A poniżej znajduje się coś, co trafia każdą dziewiarkę kiedy ta trafi na miłą włóczkę:

paleta dolphina

Tadaam! Do pudeł z wełną dołaczyło pudło z włóknem sztucznym.. ekhem.. zdobyczą cywilizacyjną 🙂 Taka czarna owca w stadzie 🙂

Continue Reading

Zimowa czapka dla prawdziwego Wikinga

Witajcie w Nowym Roku 2016! Oby wszystkim wiodło się w nim lepiej niż w poprzednim! Na dobrą wróżbę przyjmijmy to jak rok 2016 poprawił po zmęczonym 2015 zimę. Jest zimno? Jest. Jest śnieg? Jest. Jest wyściełany kartonowy  domek dla bezdomnego kotka i karmnik dla ptaków? A jakże! Zima jaką ma być taka i jest 🙂 A z jej nadejściem wystosowałam do mężczyzny mojego, dodam że Wikinga, propozycję udziergania mu prawdziwej wełnianej czapki.

I wtedy właśnie pojawiły się przeszkody wszelkiej maści: niech będzie długa, taka sama jaką mam teraz, najlepiej to weź ją na wzór i skopiuj (no tak.. mężczyźni i ich przywiązanie do jednego modelu). Na dodatek ma wyglądać męsko, być czarna i najlepiej by pasowała do wszystkiego 😉 Zmierzyłam zatem obwód jego głowy, wykonałam próbkę by przeliczyć oczka i uzbrojona w druty skarpetkowe zmierzyłam się z wyzwaniem. Właściwie to wyzwaniami w ilości 3: sama czapka, najmniejszy kot – zawsze obecny gdy plączą się nitki i niteczki i przyszły użytkownik, który nie rozumiał zupełnie „po co ma mierzyć tę czapkę po raz piąty skoro za każdym razem i tak pasuje”! Kto dziergał coś dla mężczyzny, ten zrozumie 😉

W miedzyczasie projekt przeszedł zupełną metamorfozę – z długiej czapki zrobiła się krótka (jakże on w takiej korzystnie wygląda!), ale myślę, że wyszła twarzowa.

Efekt na szczęście go zadowolił (jak widać) 🙂 :

I jeszcze ujęcie, na którym widać pełniej jak wygląda:

Tym sposobem wyszła chyba najprostsza czapka świata. Wzór zamieszczam poniżej, a tymczasem wełna:

Użyłam islandzkiej wełny Alafosslopi w ilości 105 g (jeden motek i symboliczna ilość z kolejnego). Wybór nie był przypadkowy – owce islandzkie od około X wieku nie były mieszane z innymi rasami, a ich wełna jest kapsułą czasu z czasów wikińskich najazdów 🙂 Taki materiał zadowoli każdego mężczyznę 😛

Druty: tu sprawa jest indywidualna, do włóczki zalecane są druty o średnicy 5,5 – 6,5 mm, ja użyłam 4,5 by uzyskać ciaśniejszy splot.

Przygotowanie: wykonałam próbkę by naocznie sprawdzić ileż oczek robię na jednostkę długości. Przemnożyłam ilość oczek jaka wychodziła mi na 1 cm przez obwód głowy mojego mężczyzny. Wyszły mi aż 92 oczka, ale to sprawa naprawdę indywidualna. Ważne jest, by liczba oczek była podzielna przez 4.

Schemat:
rząd 0:              narzuć na druty skarpetkowe (bądź z żyłką, jeśli używasz techniki magic-loop) wyliczoną przez siebie ilość oczek – użyj elastycznego sposobu (u mnie: sposób staronorweski)
rzędy 1 – 44: ściągacz, czyli 2 p, 2 l
rząd 45:           2 p, 2 lewe przer. razem
rząd 46:           1p, (1 p + 1 l) przerobione razem
w tym miejscu pamiętaj by przed przerobieniem prawe oczko „odkręcić”
rząd 47:           1 p, 2 p przer. razem (pamiętaj odkręcić te oczka przez przerobieniem)
rząd 48:           2 p przer razem (odkręcaj oczka)
rząd 49:           1 p, 2 p przer. razem (odkręcaj oczka)
rząd 50:           2 p przer. razem (odkręcaj oczka)
przerabiaj ostatni rząd do momentu, w którym zostaniesz z 4 oczkami, przez które przeciągnij nitkę i schowaj ją w robótce.

Pamiętaj, że ilość rzędów „ściągaczowych” jest również dopasowana do wielkości głowy, zebranie dokładnego wywiadu w zakresie rozmiaru głowy bądź przymiarki w trakcie dziergania wysoce wskazane! 🙂 Dobrze również chować nitki idąc po „południku” czapki, czyli w kierunku najmniejszej rozciągliwości materiału.

I tak oto zaczął się u nas Nowy Rok. Ciepło i wełniście 🙂

Wpis nie byłby jednak kompletny gdyby nie pojawił się jakiś szkodnik.. Gdzie indziej to są zwykle myszy, względnie jakieś robaki.. A my mamy… KOTY!! 😀

 

Continue Reading

Zimowe babolki i zapowiedź czegoś nowego

Czas zmian wyjątkowo zaczyna się u mnie w grudniu 😉 Udało się przeprowadzić do nowego domu i przedsięwziąć pewien plan na Nowy Rok, póki co jeszcze nieśmiało majaczący w tle, ale baaardzo interesujący 🙂 Jego powodzenie już teraz wpisuję sobie na listę postanowień noworocznych!

A zimę w nowym domu przywitałam tak:

Pan Szyszkeł

Pierwszy był Pan Szyszkeł, jeden z zimowych babolków projektu Lydii Tresselt (brzmi jak imię czarodziejki ze świata Wiedźmina). Ochoczo się za niego zabrałam i.. utknęłam na łuskach szyszki. Kto by pomyślał, że ich jest aż tyle i że moje małe metalowe szydełko na wczoraj potrzebuje tuningu inaczej stracę władzę w opuszkach palców! Dopiero po otuleniu go grubą warstwą taśmy izolacyjnej i przeobrażeniu kocich ruchów szydełkowych pan Szyszkeł został w końcu ubrany 🙂 I tak właśnie prezentował się w popołudniowym świetle. Na sztucznym śniegu.. taki rok mamy, że październik był biały a grudzień zielony 😛

Drugi w kolejce był Bałwaneł, czyli pan „Dzień dobry” – od kapelusza, który potrafi zdjąć witając się 🙂

I Jelonek!

DSC_0136-9

Po skończeniu, o 3 w nocy majstrowałam przy tłach i aparacie by jakimś cudem uchwycić kolory w sztucznym świetle i zachować zdjęcia po moich dzieciątkach – już rankiem babolki miały udać się do nowej opiekunki. Jak zwykle w chwilach wymagających ode mnie wzmożonej uwagi towarzyszył mi Perun – kocur o wdzięku Baldura i podstępności Lokiego. Efekt? Po ustawieniu aparatu i aranżacji pierwsze zdjęcie wyglądało jak wielka czarna rozmazana plama (długi czas naświetlania) zasłaniająca WSZYSTKO. „Peruuun!”. Potem nastąpiła zwyczajowa wymiana zdań między mną a kocurem, czyli coś w stylu „Czy szanowny Pan Kot zechce skorzystać ze stu pozostałych miejscówek do leżenia w domu i pozwoli mi dokończyć sesję zdjęciową” „NIE”.

Niech mu zatem będzie. Perun i jego parcie na fejm:

DSC_0116-2

Gdzieś w okolicach 4 nad ranem całe szydełkowe towarzystwo zapakowałam w szary papier, przewiązałam wstążką jutową i.. aż zamknęłam oczy nie chcąc patrzeć i zanegować to co właśnie zobaczyłam i usłyszałam. W rulon całego pozostałego zapasu szarego papieru wczołgała się mała Lamia, a wielka 8 kilogramowa syberyjska Layla zawzięcie na nią od góry polowała! Wdech i wydech. I tak mi się ten papier znudził 😛

Paczuszka gotowa!

Oby zimowe babolki przyniosły nowej opiekunce same radości! 😀

 

PS. Podczas sesji i pakowania nie ucierpiało żadne zwierze. Wszystkim kotom się upiekło 😉

Continue Reading

O psie, który został pasterzem

Jest i jesień. Prawdziwie bura, mglista i zimna. Koty wracają do domy mokre i zziębnięte, a krajobrazy.. wyglądają jak ilustracje smutnych nowel z czasów zaborów.

jesienna Dąbrówka

W taki dzień wybrałam się na spacer do lasu uchwycić mgliste kadry i.. jak zwykle, plan szczęśliwie został wywrócony do góry nogami. Najpierw przez kota. A potem przez psiaki i krowy sąsiadów 🙂 Ledwo sto metrów odeszłam od domu kiedy usłyszałam kocie „mama! czekaj!”. Layla nasza, syberyjska kocica przyuważyła, że się oddalam i postanowiła dołączyć.. Miałcząc biegła do nogi i towarzyszyła do chwili, w której nie spłoszyły jej krowy sąsiadów. Prawdziwa wieś 🙂

Te, jak co rano spokojnie szły stadnie na pastwisko prowadzone przez dwoje ludzi i trzy wesołe sunie. Dwie w typie owczarków niemieckich i jednego kudłacza. Kudłacza nad kudłacze, właściwie. Nie pozwala sobie toto loków rozczesać a dobrzy opiekunowie podcinają co większe kołtunki tylko kiedy psina jest mniej uważna i „się uda”. Suczka jest znajdką, nie wiadomo czyja była i nie wiadomo po jakich przygodach. Ważne, że wywęszyła na swej drodze dobrego człowieka, pojawiła się i została. Pani domu szałwią wykurowała pozostałość po oczku, oswoiła ten brudny kłębek i przemieniła kopciuszka w prawdziwego psa pasterskiego!

Pies wyprowadza rankiem krowy na pastwisko, a wieczorem wraca po nie z opiekunami i owczarkowymi koleżankami. Za kotami nie rzuca się pędem a kiedy koleżanki się kłócą i przygryzają, szczeka na nie przyprowadzając je do porządku. Na własne oczy widziałam. Taki to strażnik, co i krów popilnuje i dziewczyny wystrofuje 🙂

Rozmawiałoby się z sąsiadami pewnie i z kolejną godzinę, ale krowy, luzem puszczone, zaczęły rozchodzić się po cudzych łąkach a i mój kot gdzieś się podział.

Prawda, że wspaniała historia? Nie ma to jak nieoczekiwana zmiana planów – z sesji leśnej zrobiła się pastwiskowa, ale za to z sercem 🙂 A kot mój okazało się nigdzie nie zginął, lecz czekał na mnie w bramie aż wrócę. Czasem mam wrażenie, że ja też mam psa w domu.. 😉

Z koleżanką

I tutaj jeszcze ujęcie na dumną sunię pasterską ze stadkiem krów w tle:

DSC_0221-1

Taka o, historia z sąsiedztwa. Nie wiem jak Wam, ale mi od razu zrobiło się cieplej 🙂

Continue Reading

Komplecik śnieżynek gotowy :)

Ktoś się jutro ucieszy 🙂 Pierwszy komplecik frywolitkowych śnieżynek na choinkę gotowy. Popołudniem wyniosłam je na dwór by przynajmniej fotograficzny ślad po nich mi został. Teraz (00:38 czasu środkowoeuropejskiego), nakrochmalone suszą się przyszpilone do zagłówka wersalki. Mam wielką nadzieję, że spodobają się osobie, która jutro je odpakuje z szarego papieru pakowego!

Sobie również muszę takie zrobić.. nie może być tak, że szewc bez butów chodzi.

Ihor2

 

Ihor1

 

I ostatnie ujęcie – z porostami 🙂

Ihor3

 

Continue Reading

Pierwsze frywolitkowe śnieżynki AD 2015

Śnieżynek świątecznych ciąg dalszy – zmieniła się jedynie technika. Sama nie podejrzewałam się o to, że kiedyś jeszcze odkurzę czółenka. Rzeczy frywolitkowe wyglądają zjawiskowo ale ich czasochłonność..  Zabieram się za czółenka, włączam dokument i.. pierwsze co jest skończone to o zgrozo, dokument a nie śnieżynka. Co ja robię źle?? Tracę czas skupiając się na fabule czy popełniam jakiś błąd techniczny? Tak bym chciała by te gwiazdunie się działy szybciej, ale prawdopodobnie prędzej stanę się światowym ekspertem od hiszpańskiej inkwizycji i chorwackich królów niż osiągnę poziom babć, które dotykają czółenek i bach! Te fruwają, pojawiają się, znikają, umykają i tańczą 🙂 O Arachne!

Oto jedna z pierwszych śnieżynek i póki co jedyna, która powstała w świetle dziennym 🙂 Porosty, światło na brzegu odrapanej deski i niemożebnie zaawansowane technicznie narzędzia przypominają mi klimat jednego z rozdziałów z pierwszej części Wiedźmina, coś pomiędzy Wyspą Rybitw a zadaniem W Pełnym Słońcu 🙂

Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy przeczytałam o tej technice,  mieszkałam wtedy w hotelu pracowniczym w Tekirdagu. Rok był 2013 a ja z rękodziełem miałam tyle wspólnego, że wiedziałam którą stroną należy trzymać szydełko by się obronić po zmroku. Wielkanoc złapała mnie wtedy drugi raz z rzędu w pracy, tym razem w kraju muzułmańskim, więc poniedziałek lany był tylko zdalnie, a Wielkie Piątki, Świątki, Czwartki i Środy były zwykłymi piątkami, czwartkami, sobotami. Wpisałam wtedy w googlach „wielkanoc polska” by poczuć namiastkę świąt. I czary się zadziały! Znalazłam pisanki ubierane we frywolitkowe koroneczki, wyglądały magiczne. Pamiętam, że znalazłam filmik z instrukcją na youtubie, ruchy ćwiczyłam na sucho zaplatając po pracy niewidzialne nici. Do głowy nie przyszło mi, że to może być trudne, czy czasochłonne. Piękne jest i koniec! I to był właśnie początek. Kupiłam online dwa czółenka – właśnie te ze zdjęcia i po powrocie do domu popełniłam swoje pierwsze kulfony. Gdzieś jeszcze tamten kaszalot się podziewa, nie mogę wszak wyrzucić pierwszej pracy, ale bogiem toto nie trąciło i półki nie zdobi 🙂

Wspaniałe mamy czasy. W internecie jest tyle pomocy i know-how, że z dnia na dzień można się  nauczyć XVII-wiecznej koronki dworskiej czy przędzenia wełny nie ruszając się z domu. Resztą jest już tylko czas i cierpliwość.

Continue Reading

Pierwszy śnieg – prawdziwy i szydełkowy

Rok 2015 był to dziwny rok.. Rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Dwa tygodnie temu był krwawy księżyc a teraz pory roku przemieszały się tak, że najstarsi ludzie nie pamiętają. A dziś na dodatek nasze tegoroczne zbiory tymianku przeminęły z .. kocim moczem. Raz na wozie, raz pod wozem. Kot jak wulkan.. nie przewidzisz co uczyni. A jeśli niczego nie zbroił, to znaczy, że mu się zbiera 😛 Nie wiadomo nawet który to.. zresztą czy to ważne.. wszystkie grzecznie teraz śpią i zasuwają po krainie wiecznych łowów drąc pazurami powietrze i pomiałkując nieświadomie. Wiedzą jak rozmiękczyć serce, wstrętne, samolubne, kochane kociaste!

Ale nie o tym miało być, lecz o unii szydełkowo – klimatycznej 🙂 Akuratnie z pierwszym śniegiem mam gotowe pierwsze świąteczne śnieżynki. Efekt pogodzenia się z włóczką Gazzal Baby Cotton wygląda tak:

Mężulek palił w progu domu i ze śmiechem podziwiał moje próby uwiecznienia tego cudu natury na zdjęciu 🙂 Śnieg wpadał mi do o milion numerów za dużych gumowych klapków, spódnica dokumentnie namokła od śniegu,  a śnieżynki huśtały się w lewo i w prawo! W rezultacie spędzam teraz wspaniały „zimowy” wieczór przy herbatce zalecanej przez mojego ulubionego lekarza – Kapitana Morgana i obmyślam dalszy plan śnieżynkotwórczy 🙂 A jest on zacny!

Oto i schemacik z jakiego moje dzieciątka powstały:

Obiecałam mężusiowi, że jeszcze dziś coś udziergam – sprytnie utargowałam liczbę śnieżynek z 200 do 6, zatem jest cień szansy, że się uda 🙂 Tym bardziej, że kupił mi dziś kordonek, o który prosiłam 🙂 Gwoli ścisłości, prosiłam o kupienie białego kordonka, w rozmiarze 10 i w ilości 1, słownie „jeden”.

Oto jak Miś mój kochany robi zakupy w pasmanterii (na pomarańczowo zaznaczyłam to po co się udał do składu dóbr wszelakich):

I ktoś tu jeszcze niedawno wspominał o moim włóczkowym uzależnieniu 😉

Okazało się, że „to jest z jedwabiem!”, „A to niebieskie”, „takich szydełek jeszcze nie masz”, „w sumie nie wiem co z tym zrobisz, ale ładne, prawda?”

Nic tylko kochać! I odkładać na wyrzynarkę na prezent gwiazdkowy 😀

Continue Reading

Witam wszystkich!

Jest i blog! Z pomocą Bogów pokonałam postępujące z wiekiem zidiocenie technologiczne i szczęśliwie udało się ruszyć 🙂

Ideą tego miejsca będzie bezpieczne przechowanie spraw, które zagarnęły moje szuflady, szafy i gracą gdziekolwiek akuratnie ułożę sobie „bazę”, ku rozpaczy części mnie wołającej o ład, ale euforii elementu chaotycznego pozytywnego 🙂

Znajdą tutaj miejsce rzeczy które miały miejsce, wciąż mają bądź mieć będą. Będę wrzucać aktualnie pochłaniające mnie projekty i od czasu do czasu zlituję się nad tymi, które utknęły w szufladach. Jeśli sił, motywacji i chęci mi nie zbraknie, przysiądę i nad tutorialami, choć to na dziś pieśń przyszłości..

Wspólnym mianownikiem wpisów będą wszelkie europejskie dobrodziejstwa, pojawią się różne techniki rękodzielnicze, wieści ogólnie ujęte i moje kochane kocury 😀

Mam nadzieję, że z czasem miejsce to pięknie zapełni się treścią, a Wy będziecie spędzać tu czas miło i twórczo.

 

Pozdrawiam,
Alicja Mega

Continue Reading