Barwienie jaskółczym zielem

Kto choć raz grał w Wiedźmina albo spędzał lato na wsi wie czym leczyć kurzajki i z czego smajstrować eliksir Jaskółka 😉 Po przerwaniu łodygi jaskółczego ziela (Chelidonium majus) wypływa z niej jasnożółty sok i po wysmarowaniu tym dwóch pieprzyków na twarzy (a nuż!) przyszła myśl, by wypróbować go na wełnie. Pomysł wydawał się być tym ciekawszy, że sok jest intensywny w barwie a im niżej rośliny tym jest ciemniejszy by w korzeniu osiągnąć kolor wręcz pomarańczowoczerwony.

Jako że tego chwastu wokół podwórka rośnie prawdziwe zatrzęsienie, wybrzydziłam trochę i wybrałam to co wydało się najciekawsze. Na zdjęciu mój zbiór korzeni (na szczęście łatwo wychodzą z ziemi):

DSC_0096-4002

a tutaj mała zapowiedź oszałamiającego sukcesu barwierskiego jakiego się spodziewałam:

DSC_0111-4003

Aby sprawdzić jak najdokładniej co z tego wyjdzie, zdecydowałam się przeprowadzić małe dochodzenie. Pierwszą rzeczą jaką chciałam sprawdzić to wpływ obecności kamienia winnego w zaprawie na efekt barwienia, a drugą – co to jaskółcze ziele ma do zaoferowania 🙂 I tak: 3 kawałki czesanki (każdy po 25 g) zaprawiłam samym ałunem i kolejne 3 ałunem w obecności kamienia winnego. Proporcje jakich użyłam to 15 % masy wełny dla ałunu i 7% masy wełny dla kamienia winnego (gotowałam wełnę z zaprawami przez godzinę i zostawiłam w garnkach do wystygnięcia). Następnie każdą z partii barwiłam na 3 sposoby – z dodatkiem żelaza, miedzi i w czystym barwniku.

A jeśli o same korzenie chodzi – pokroiłam je na na kawałki i gotowałam godzinę. Po wystygnięciu całość rozlałam do 6 mniejszych garnków i przygotowałam moje 6 wariantów do przetestowania. Kolor wody zapowiadał się wspaniale. Od góry idąc – kąpiel z dodatkiem siarczanu żelaza (III), który przygasił kolor, następnie kąpiel z siarczanem miedzi i na samym dole sam barwnik, bez dodatków.

DSC_0130-4006
a miało być tak pięknie 😉

W miarę wyciągania czesanek z garnków zrozumiałam, że nie wszystko złoto co się świeci. Wyszła mi może nie cudowna, ale jednak ładna paletka barw w odcieniu ziemistej żółci. W stanie mokrym moje czesanki prezentowały się tak:

DSC_0134-4007
od lewej: a+Fe, a+Cu, a; a+kw+Fu, a+kw+Cu, a+kw, gdzie a – ałun, kw – kamień winny

W tym momencie zaczęłam się zastanawiać czy zdejmując garnek z różnie zaprawionymi wełnami nie pomyliłam się gdyż 3 wełny po lewej wyglądały intensywniej niż 3 z prawej a to by sugerowało że zaprawą był ałun z kamieniem winnym, a nie sam ałun, jak miałam zapisane w notatkach.. Kiedy jednak czesanki wyschły okazało się jednak, że więcej wiary w siebie wcale by mi nie zaszkodziło w tym wypadku 😉 Notatki były dobre a teraz podsumowanie:

3 czesanki od lewej zaprawione były samym ałunem (15%), 3 czesanki po prawej ałunem (15%) w obecności kamienia winnego (7%). Każdy z obu wariantów barwiłam również w obecności żelaza i miedzi. Czego się spodziewałam to to, że wełny zaprawiane w obecności kamienia winnego (wodorowinian potasu) będą wybarwione intensywniej i równiej. Sam kamień winny sam w sobie zaprawą nie jest, ale zwiększa rozpuszczalność ałunu w roztworze i spowalnia proces jego wnikania w wełnę, czego efektem jest wełna równiej zaprawiona. Ubocznym efektem jednak jest zmniejszenie (zakwaszenie) pH roztworu, co może wpłynąć na kolor. Jeśli zatem barwimy substancją czułą na odczyn roztworu, lepiej użyć go do zaprawiania wełny przed właściwym barwieniem, nie w trakcie.

Porównując intensywność wybarwienia wzięłam pod uwagę wełny barwione kąpieli bez dodatku żelaza czy miedzi i tak jak się spodziewałam – żółta barwa uzyskana na wełnie zaprawionej samym ałunem okazała się bledsza, ledwo słomkowa kiedy wariant z dodatkiem kamienia winnego jest przynajmniej odcień ciemniejszy. Nie porównywałam pod tym kątem wełen barwionych z dodatkiem żelaza i miedzi, gdyż tych siarczanów dosypałam okropnie nieokreśloną ilość, czyli mniej więcej tyle ile się mieści na koniuszku trzonka łyżki, więc raz mogłam sypnąć więcej, raz mniej. Niby głupio zrobiłam sypiąc „na oko”, ale dokładność mojej wagi kuchennej to 1 g więc nie było sensu ważyć takiej szczypty.

Drugim spostrzeżeniem jest równomierność wybarwienia. Kamień winny zadziałał dokładnie tak jak mówi teoria – wełny zaprawione w jego obecności przyjęły barwnik o wiele równiej a i same odcienie są cieplejsze i ładniejsze. Wniosek? Jednak warto było go kupić 😉

jaskółcze ziele

Koniec sprawozdania! 😀 Ciekawe czy zawędruje tu kiedyś ktoś, kto jak ja padł ofiarą tego nęcącego ślicznego soku mlecznego i bardzo poważnej koreańskiej publikacji dostępnej online o barwieniu jaskółczym zielem. Barwy wyszły niezbyt intensywne, ale z drugiej strony można to ładnie uprząść i utkać krajkę w kolorze flagi Kaedwen. No dobra, trochę spłowiałej flagi 😉

Ostatnim elementem jaskółczej układanki będzie sprawdzenie odporności na płowienie. Uprzędę te wełenki i wystawię próbki na działanie promieni słonecznych. Ale to już temat na posta, który pojawi się dopiero za parę tygodni 🙂

You may also like:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *