Przygotowanie runa w sposób „woolen”

Przed właściwym przędzeniem wełnę przygotować można dwojako, teraz uwaga – 2 prawie-neologizmy, których nie potrafię przełożyć na nasz język. Woolen i worsted. Runo przygotowane w sposób „worsted” będzie miało włókna ułożone równolegle do kierunku wyciągania przędzonej nitki. Przędza z takiej czesanki będzie mocna, z włóknami skręconymi ściśle i z minimalną ulością uwięzionego między nimi powietrza. „Woolen” to zupełnie inna historia – tu włókna ułożone są prostopadle do kierunku przędzenia, dzięki czemu włóczka posiada bardziej chaotyczne ułożenie włosków, jest mniej wytrzymała na rozciąganie ale i bardziej puchata.

Aby przebyć cały szlak – od runa do gotowych do przędzenia czesankowych roladek wystarczy samo runo i para grępli ręcznych, które notorycznie nazywam po prostu czesakami :). Jakiś czas temu już dostałam paczkę z runem jagniąt owcy norweskiej. Przebierając ostatnio swoje zapasy znalazłam właśnie ten worek, cierpliwie czekający na „swój czas”. Zatem nadszedł 😉

Postaram się jasno przekazać cały proces twórczy prowadzący do wykonania wspaniałych, wyczesanych puchato-roladek. Na samym początku od razu wytłumaczę się ze swojego sposobu trzymania grępli – lewą dłoń trzymam kciukiem do góry, tak jak na 2 kolejnych zdjęciach. Ułożenie, które nieświadomie prezentuję na późniejszych fotkach to efekt tremy fotograficznej 😉 Niestety zdałam sobie z tego sprawę kiedy już zdjęcia przeglądałam na komputerze. Uznałam, że nie będę powtarzać zdjęć, gdyż trzymanie ich to i tak kwestia indywidualna i każdy może trzymać je inaczej 🙂

Wracając do gwoździa programu – po wstępnym „przeszarpaniu” garści loczków (zdjęcie na samej górze wpisu) nałożyłam je na czesak hacząc je „pod włos”. Zauważyłam, że optymalną w moim przypadku ilością jest około 5 gramów wełny (niepełna garść). Staram się nie przeładowywać czesaka by czesało się płynnie i niezbyt ciężko.

Tak przygotowaną wełnę zaczynamy przeczesywać drugim czesakiem. Z początku nie za mocno by nie przenosić nieprzeczesanych loków na drugą stronę i by nie haczyć gręplami o siebie tak by były zupełnie nie do rozdzielenia. Po pewnym czasie coraz trudniej będzie dostać się ząbkami do włókien, które utknęły najgłębiej. Pomagam sobie nakładając gręple na siebie i krótkim ruchem (do siebie i w górę) prawym czesakiem podciągam włókna wyżej i kontynuuję czesanie. Nie byłoby tego problemu gdyby moje gręple miały zakrzywiony kształt. Nauka na przyszłość!

Gdy większość włókien została już przeniesiona na prawą stronę, nie przeczesaną pozostałość przeciągam jednym ruchem na wierzch drugiego czesaka. W następnej „rundzie” obrabiać włókna zaczniemy właśnie od tych jeszcze nietkniętych partii, które teraz znalazły się na samej górze. Lewy czesak (prawie już pusty) przesuwam po prawym od dołu ku górze. Efekt jest taki, że igiełki prawego czesaka, skierowane w dół, zbiorą wszystko co im się podsunie 🙂

W tym momencie przekładam prawy czesak do lewej dłoni i zaczynam proces od nowa. Kontynuuję czesanie i wybieranie niechcianych elementów do momentu, w którym uznam, że tak, to jest to co mogę uprząść 😉 A ta kwestia jest już bardzo indywidualna – celować można w idealnie gładkie wełenki jak i włóczki o bardziej rustykalnym charakterze, z nierównościami i wszelkimi znamionami obróbki ręcznej.

W moim przypadku starałam się usunąć możliwie jak najwięcej – oprócz resztek sianka wyrzucałam nadpalone końcówki runa i zbite w kulki krócizny.

Kiedy wełenka przypomina już obłoczek pora na zdjęcie jej z czesaka i uformowanie roladki.  Z tego co zauważyłam istnieje tyle sposobów formowania roladek, co prządek, można zdjąć całość i „ukulać” roladkę w dłoniach, można jednym czesakiem zdejmować roladkę popychając ją od góry ku dołowi, a można i tak jak ja, posiłkować się małym czesaczkiem o mocnym zagęszczeniu długich igieł. Kupiony był w zupełnie innym celu, ale wspaniale „oczyszcza” igły z wełny i ściąganie nim roladki (czy wyciąganie zabrudzeń podczas samego czesania) to czysta przyjemność 🙂 . Lewą dłonią przytrzymuję wełnę i powoli ściągam ją z igieł formując rulon, który „kulam” w piękną roladkę rolując ją w tym samym kierunku, w którym ściągałam ją z igieł.

 

Tak przygotowana wełna jest puchata, pełna powietrza i gotowa do przędzenia. Można ją jeszcze delikatnie rozciągnąć wzdłuż by ułatwić sobie pracę i voila! Mamy smakowite roladki i przesunęliśmy nasz rękodzielniczy stopień wtajemniczenia o jeden bliżej poziomu Paladyna 😉 Zakładam oczywiście, że Paladyn posiada już własne owieczki i sam je strzyże 😉 Może kiedyś! 😀

You may also like:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *