Kroszonki bardzo naturalnie

Zadawaliście sobie kiedyś pytanie „co wolę bardziej – Wielkanoc czy Boże Narodzenie”? U mnie wygrywa Wielkanoc. Kocham jajka z chrzanem, zimnawe jeszcze ale już grzejące słońce i „malowanie jajek”, które w tym roku wyniosłam na kolejny poziom 🙂 Uwzięłam się jakiś czas temu już na barwienie naturalnymi składnikami. Porad na temat „w co wrzucić wydmuszkę, żeby się zabarwiła” w internecie jest sporo. I tak czytamy:

  • żółty – kurkuma, płatki nagietka
  • czerwony – mrożone maliny
  • czarny – kora dębu
  • niebieski – owoce tarniny (o rety.. naprawdę??)

Tyle porad co stron, gorzej mi poszło z odnalezieniem efektów tych eksperymentów.. albo nikt już tak jajek nie barwi albo akurat tam aparaty fotograficzne anihilują się z tworami czasów przeszłych. Na warsztat zatem w ciemno wybrałam albo to co było pod ręką, albo to co było nie za drogie 🙂

Na zdjęciu poniżej zebrałam parę ubarwionych już wydmuszek – część ma już wydrapane wzory, ale dobrze jest i te pokazać by zaprezentować jak kolor współgra ze zdobieniami:polskie nazwy

A teraz to, co misie lubią najbardziej – opisy procesu barwienia, czyli nieskładny zbiór sukcesów i porażek:

  • ciemnobrązowy (u mnie strusie jajo) – kora dębu ciosana z naszego materiału opałowego. Misia mojego nie trzeba było nawet prosić o pomoc – usłyszał, że korę dębu, że do wydmuszek i paręnaście minut później wrócił z siekierą i naciętą korą 🙂 Jajko gotowałam bezpośrednio w wodzie z korą parę godzin. To było moje pierwsze barwienie i po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z tego, że naturze trzeba dać trochę więcej czasu niż chemii. Kolor wyszedł intensywny, głęboki i o bardzo jednolitym odcieniu. Jajko nie barwiło ani ściereczki, którą je osuszyłam po wyjęciu z wody ani rąk.
  • pomarańczowy – tu sytuacja była złożona. Pierwotnie miał być to kolor żółty, zatem na warsztat wzięłam całe opakowanie suszonych płatków nagietka. I…? Nic. Absolutne nic. Skorupka jak biała była, tak po godzinie jej odcień nie zmienił się ani trochę. Z pomocą przyszedł internet, który podpowiedział kurkumę. I znowu nic! Jeśli sposoby z używaniem kwiatów nagietka i kurkumy mają działać to moją winą może być brak cierpliwości, ale uznałam, że skoro po 2 godzinach gotowania absolutnie nic się nie zmienia, nie będę na siłę brnąć w tę uliczkę. Zmieniłam wodę i wsypałam 2 paczki cynamonu. Efektem jest ładnie cynamonowy odcień. Przy wyciąganiu wydmuszek z wody okazało się jednak, że kolor, choć wydawał się intensywny, złapał naprawdę delikatnie i ściereczką łatwo można go było zmazać. Odstawiłam je do wyschnięcia i to było to. Kolor złapał skorupkę w bardzo wdzięczny sposób – przyległ do niej na stałe ale nie przeniknął zbyt głęboko sprawiając, że wydrapywanie wzorów jest naprawdę przyjemne.
  • bordowy – nieśmiertelne łupiny cebuli, których nie trzeba przedstawiać 🙂 jak zwykle, gotuję jajka w wodzie z łupinami. Słyszałam oczywiście o tym, by dzień wcześniej zacząć przygotowywać wywar i później barwić w samym roztworze, bez latających łupin, ale .. hmm.. siła przyzwyczajenia 🙂
  • zimny odcień brązułupiny orzecha włoskiego. Kolejna lekcja cierpliwości. Przez naprawdę długi czas (parę godzin) efekt był mizerny. Zostawiłam wydmuszki w roztworze na całą noc i rankiem okazało się, że czas zrobił swoje. Kolor jednak nie jest piękny – barwi bardzo nierównomiernie a i urodą nie zachwyca. Na zdjęciu przedstawiłam efekt jaki uzyskałam na jasnej i ciemnej skorupce. O ile ciemna wygląda całkiem przyzwoicie, tak jasna usłana jest plamkami i wygląda tak.. anatomicznie i nieapetycznie. Takie jajo Mieszka II. Mam nadzieję, że po uskrobaniu jej ten efekt będzie mniej widoczny. Do łupin orzecha na pewno już nie wrócę.
  • zgniłozielony – zaczynają się schody 🙂 To opakowanie suszonej pokrzywy ze sklepu zielarskiego. Skoro barwi się nią wełnę to dlaczego nie spróbować z jajkami?. Kolor (parę godzin w garze) nie zawiódł, ale za to wrażeń zapachowych miałam, że hej!.. Dobrze, że przygodę zaczęłam po obiedzie – jeśli ktoś z Was robił kiszonkę z pokrzywy to wie czym to pachnie. Nigdy więcej w domu! Po wyciągnięciu z wody barwa jest łatwo ścieralna, obtoczyłam je w occie dla utrwalenia koloru i efekt okazał się być całkiem miły – uzyskałam mocne zabarwienie w stylu vintage 🙂 Zdecydowanie lepiej się sprawdza na ciemniejszych skorupkach. I wspaniale się drapie – moja samoróbka z końcówki grawerskiej włożonej w osłonkę od długopisu wchodzi w to jak w masło.
  • niebieski – istne zapachowe pandemonium! Ten kolor okupiony był największym cierpieniem. Pierwsze parę godzin wydmuszki spędziły w wodzie gotowanej z kwiatami dzikiej malwy (kupionej jako suplement diety dla szynszyli.. wstrętny zapach), pod koniec dnia dolałam octu, ale i tak nic z tego nie wyszło.. zostawiłam na noc, ale kolor wciąż pozostał blady i nieefektowny. Następnego dnia dorzuciłam suszony owoc czarnego bzu. Sytuacja zaczęła się klarować – ku wielkiej radości jajka pokryły się granatem.. po bliższych oględzinach okazało się, że to baaardzo łatwo ścieralna powłoka z czegoś bzopodobnego i jednak lepiej sie tego pozbyć z korzyścią dla urody jajka. Kolor nie zachwycał w ogóle. Zostawiłam wszystko w garze i na drugą noc. Ocet.. tak.. dolewałam octu pierwszego dnia. Pamiętacie reklamę Blend-a-med, bardzo popularną swego czasu – pan dentysta wrzucał 2 jajka (jedno zwykłe, drugie wysmarowane tymże blendamedem) do dwóch menzurek i po jakiejś chwili jedno z nich było miękkie? To się mniej więcej stało z moimi wydmuszkami. Kolor miały obłędnie galaktyczy ale ich rachityczność.. z 7 przetrwały tylko 3. Właściwie to te 3 przetrwały tylko do dzisiejszej sesji zdjęciowej. Zostawiłam je na tarasie tylko na chwilę….. przyszedł kotek, wypił mleczko , a ogonkiem… stłukł jajeczko;) W ilości 2(coś mi mówi, że to nie było przypadkowe maźnięcie kocim ogonem tylko umyślne pacnięcie łapką). Na zdjęciu jest jedyne ocalałe, które później z ciekawości lekko ścisnęłam w dłoni i.. pękło 🙂 Nie ma to jak smrodzić w domu 3 dni i 2 noce by nic z tego nie wyszło.. Następnym razem spróbuję z samym czarnym bzem. I ocet tylko pod koniec. Jak w piśmie przykazano. I koniecznie na dworze. Kolor był jednak wart eksperymentu 🙂

Tak wyglądał smutny koniec jednej z wydmuszek (upadek z około 25 cm), ocet dopiero na końcu – zapamiętać!

koniec niebieskiej

 

Końcowe wrażenia?

Zacznę od wad barwienia naturalnego:

  • metoda bardziej czasochłonna od barwienia chemicznego,
  • wymaga czasem odpornego nosa, ewentualnie stanowiska barwierskiego poza domem,
  • ograniczona paleta barw.

Zalety:

  • barwnik naturalny nie wnika agresywnie w głąb skorupki, dzięki czemu wzory wydrapuje się o niebo przyjemniej niż na wydmuszkach barwionych popularnymi barwnikami do jajek dostępnych w sklepach (okropieństwo).
  • totalna odporność na promieniowanie słoneczne, której nie posiadają jajka barwione w barwnikach do tkanin – wydmuszki, które barwiłam w zeszłym roku spędziły calutki rok na parapecie i kolor nie zblakł nawet o pół tonu. Tu muszę dodać, że ciekawostkę o nietrwałości na UV barwników do tkanin zasłyszałam od wieloletniej kroszonkarki z Opola. Ufam jej doświadczeniu i wierzę, że tak jest, jednak nie chcąc wyjść na zbyt dociekliwą już nie pytałam o markę owych barwników. Pani wspomniała na koniec, że najgorzej jest z trwałością fioletów. Pozostaje to sprawdzić organoleptycznie i uruchomić swoje zasoby Jacquardów (dziękuję E.!).
  • paleta barw! Tak jest, paleta barw nie jest nieograniczona, ale kolory wyglądają bardzo naturalnie.
  • satysfakcja 🙂

Na koniec zbliżenie na mój ulubiony motyw, który roboczo nazwałam kwiatem jabłoni.

zblizenie_jablon

Mam nadzieję, że eksperymenty te ożyją jeszcze nie raz i nie tylko w mojej kuchni. Naprawdę mocno zachęcam do barwienia naturalnego.. taka mała podróż w czasie 🙂

You may also like:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *