Szetlandzkie barwienie

W związku z tym, że to pierwszy post, w którym pokażę barwioną czesankę, postaram się zwięźle opisać metodę, którą przekazała mi Monika Kołątaj z naszego Klubu Prządki (link to bloga o tu). Dla uściślenia dodam, że używałam barwników Jacquard.

bur_wagaNa warsztat wzięłam 100 g wełny z owcy szetlandzkiej. Przędłam ją parę dni wcześniej i sama ciekawa byłam różnicy w fakturze wełny naturalnej i barwionej (czytaj: podfilcowanej).

Zaczynamy:

Do dużego garnka (na tyle, by cała czesanka ładnie mi się ułożyła na dnie) delikatnie włożyłam wełnę i uzupełniłam gorącą wodą do poziomu, który ładnie ją przykrył. Nie lubię zanadto męczyć wełny, ale w tym momencie delikatnie palcami przytrzymałam ją pod powierzchnią wody by ładnie się zanurzyła. Do kąpieli dodałam cały kubek octu spirytusowego i w tym momencie zaczyna się radosna twórczość barwnikowa 🙂

W tej metodzie sproszkowany barwnik rozsypuje się na wełnie zanurzonej w garze. Uprzednio przygotowałam sobie słoiczki z magicznym proszkiem. Idea była taka, by połączyć brąz z granatem i przełamać przejścia wiśnią. W twórczym berserkergangu jednak troszkę się zapędziłam..

farb_bur

Jak widać na powyższym zdjęciu przygotowałam więcej barwników, niż pierwotnie zakładane trzy.. Po naprawdę krótkiej chwili doszło do tego:

bur_gar

Tak się okazało, że brązów rzuciłam za dużo, pomóc chciałam żółcią.. granat wyszedł za ciemny, a później i w ogóle sfioletowiał! Nie tego się spodziewałam, ale ja tak bardzo chciałam do gara wrzucić WSZYSTKO 😀 Nie ma co, dobrą wiedźmą bym nie była 😛

Ale wracając do przepisu:

Gar z „zupą” przełożyłam na kuchenkę i gotowałam na bardzo wolnym ogniu godzinę od momentu zagotowania się wody. Bardzo delikatnie wzruszyłam ją łyżką by barwnik nie osiadł w jednym miejcu, lecz przeszedł do wody, skąd miał szansę dotrzeć w inne partie czesanki. Podkreślam tu, że jedynie wzruszyłam ją miejscowo, bez mieszania! Po godzinie wyłączyłam gaz i pozwoliłam mieszaninie ostygnąć. W tym czasie barwnik został wchłonięty przez wełnę całkowicie – woda po jej wyjęciu była idealnie czysta. Ubarwioną czesankę delikatnie przeprałam ręcznie w szamponie by usunąć zapach octu i rozłożyłam delikatnie do suszenia.bu_wark

Tutaj dodam, że cała delikatność w obchodzeniu się z wełną w kąpieli dała efekty.. o ile wcześniejszy eksperyment barwierski sfilcował mi się tak, że trzeba było go rozczesać na dzierlicy, o tyle tym razem wełna po delikatnym rozpulchnieniu była gotowa do przędzenia! 🙂

Po prawej stronie prezentuję jak wyszedł ten eksperyment 🙂 kolorystycznie jest to absolutnie nie to co zamierzałam, ale po krótszym namyśle stwierdziłam, że po uprzędzeniu świetnie się nada na kolorowe motywy na rękawiczkach albo skarpetkowych nogawiczkach gdzie ciepłota koloru zostanie stonowana np. szarością 🙂

 

Jeszcze więcej wiary w wełnę nabrałam kiedy ujrzałam na szpuli efekt po potrojeniu nitki. Moje śliwki i wiśnie wyszły tak:

bur_spin

Po ponownym wypraniu i zblokowaniu przed kominkiem przyznam, że wyszła wcale interesująca włóczka 🙂

buraczek

Na zdjęciu motek o wadze 44 g i długości 125 m, co daje 2,8 m w jednym gramie włóczki.

Jak widać, barwienie w garnku działa 🙂 Na co muszę jeszcze zwrócić uwagę to:

  • odpowiednie ułożenie czesanki w garze. W tym wypadku przejścia kolorystyczne były krótkie, następnym razem pokuszę się o próbę uzyskania dłuższych przejść,
  • używanie barwników tak by ich użycie było widoczne w końcowej włóczce. Większą kontrolę nad efektem będzie się miało gdy zacznie się od rozsypywania jasnych barwników i kończąc na najciemniejszych. Kolejność odwrotna sprawić może, że skończy się załóżmy z ciemnym brązem, w którym każda ilość jasnej żółci ginie,

Apetyt rośnie w miarę jedzenia – jutro uwarzę w garze nową miksutę 🙂

I na zakończenie muszę, ale absolutnie muszę podzielić się widokiem jaki mam za swoim płotem!

bur_drzewa

Ja już nigdy nie wrócę do miasta!! 😀

You may also like:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *