Szkockie wrzeciono

Jakiś czas temu opisałam tu moje idealnie islandzkie wrzeciono, dziś czas na Szkocję 🙂 Stamtąd to pochodzi jedno z najmniej popularnych i w ogóle najmniej znanych wrzecion. Z wyglądu przypomina ledwo ociosany kawałek drewna, który nie może być zapowiedzią niczego efektownego.. i nic bardziej mylnego! Spośród wszystkich wrzecion, na których dotąd przędłam, to szkockie właśnie jest najbliższe mej duszy.

dealgan, feàrsaid

Te słowa to nazwy pod jakimi można coś o tych wrzecionach znaleźć w internecie i w języku szkockim gaelickim znaczą właśnie „wrzeciono”. Osobiście wymawiam te słowa w bardzo spolszczony sposób, ale bardzo bym chciała kiedyś usłyszeć jak wymawiają je Szkoci znający zasady wymowy gaelickiej. Ich transkrypcja fonetyczna (dʲaLagan i fjaːRsadʲ) podpowiada, że d są zmiękczone, ale na pewno nie potrafię tego dobrze oddać. To coś chyba jak pytanie ślepego jak wygląda kolor zielony. Nie wiem jak to brzmi, więc nie wiem co powtarzać 🙂

Szukałam informacji na temat datowania tego typu wrzecion, ale bez poważnego dochodzenia i pewnie wizyty w Szkocji nie uda mi się sięgnąć dalej niż do 18 wieku. Najstarszy okaz na jaki udało mi się natknąć online to to eksponat nr 1897.198.b znajdujący się w zbiorze muzeum w Glasgow. Z opisu wynika, że wrzeciono to pochodzi z wyspy Harris wchodzącej w skład Hebrydów Zewnętrznych. Co istotne, muzeum udostępniło informacje o jego gabarytach, skąd już tylko jest rzut beretem do odtworzenia go i wypróbowania. Muzealny dealgan mierzy 17 cm długości, jego podstawa to prostokąt o wymiarach 34 mm na 31 mm a waga wynosi 33 gramy. Komplet danych jak się patrzy! glasgow

Kolejny model na jaki się natknęłam to jeszcze mniejszy okaz, o długości około 12 cm i nazwie, która mówi wszystko. „Dealgan beag”, czyli dosłownie tłumacząc „wrzecionko” („beag” w szkockim gaelickim znaczy „mały”). Wzmianka dealganowapochodzi z gazety Cape Breton’s Magazine, z artykułu o tytule „Mary Red Dan Smith and a Spindle” z 1 czerwca 1979 roku. Artykuł jest stary, ale przesympatyczny (link ). Pani Mary opowiada w nim o tym jak bardzo lubi prząść, dokładnie opisuje w jaki sposób to zrobić, a cały tekst podsumowany jest pod koniec piękną myślą, że „gdyby dziś więcej osób zajmowało się przędzeniem nasz kraj byłby lepszym miejscem”. Polski na pewno ta pani na myśli nie miała, ale ekstrapolując to na cały świat.. puszczam wodze fantazji 😉

Tutaj chcę gorąco podziękować Sheili MacIsaac, do której trafiłam za pośrednictwem opiekuna kolekcji w muzeum w Glasgow, a która mi ten artykuł wskazała i podzieliła się piękną uwagą na temat imienia Pani z artykułu. Według niej bowiem, możliwym jest, że Pani ta mogła nazywać się nie Mary Red, lecz z gealickiego Maighread. I tak właśnie będę o tej pani myśleć – o Pani Maighread z Hebrydów przędzącej na dealganie 🙂

konstrukcja wrzeciona

Wrzeciono ma budowę tak prostą, że aż dziw, że działa. Ma ono charakterystyczny kształt, w którym możliwie duża część masy skoncentrowana jest u dołu działając jak quasi-przęślik. Konstrukcje na jakie się natknęłam są różne począwszy od stożkowych po kształt przypominający funkcję tangens jak w przypadku eksponatu z muzeum 😀 Na samym początku mojej znajomości z tymi wrzecionami poprosiłam mojego mężczyznę o wykonanie możliwie wiernej kopii tamtego wrzeciona. Osiągów wspaniałych nie miało, ale umówmy się.. tamto historyczne też z pewnością ferrari nie było patrząc na toporność jego wykonania, a niejeden kilometr nici na nim z pewnością powstał! Chwila zastanowienia przyszła później i w miarę testowania nowych modeli wypracowaliśmy kształt butelki która jest kompromisem między historyczną dokładnością a funkcjonalnością. Stożkom mówię zatem delikatne nie i bez żalu pożegnaliśmy się z nadmiernym chybotaniem wrzeciona.

Kolejną charakterystyczną cechą jest nacięcie na krzyż u dołu, oraz główka uformowana na szczycie wrzeciona. Te dwa elementy służą do mocowania nitki tak, by można było wrzeciono zakręcić i swobodnie puścić.

Tak wygląda moje ulubione wrzeciono, ręcznie wystrugane z kawałka drewna złotokapowego:

Nie dość, że drewno pięknie w nim gra, to jeszcze posiada ono wspaniałe 45 gramów. Waga w przypadku wrzecion szkockich jest bardzo istotna. Nie może być ona ani za mała (dealgan będzie przypominał zachowaniem patyk jakiś) ani za duża (ciężkie wrzeciono to.. ciężkie wrzeciono 🙂 ).

Jak prząść na dealganie?

To bardzo proste! Owijamy nitkę wiodącą parę razy wokół grubszej części wrzeciona (na niej opierać się będzie tworzony motek), przeciągamy ją przez krzyż, montujemy pętelką za zgrubienie u góry wrzeciona i kręcimy swobodnie je puszczając. Na zdjęciu poniżej widać moment rozpoczęcia mocowania nitki. Czynność rozpoczęłam w miejscu, w którym nitka znajdowała się po tej stronie motka, który jest bliżej czubka wrzeciona (lekko przytrzymuję ją tu kciukiem, nie do końca wiem po co 🙂 ). Postaram się nagrać filmik na ten temat i wrzucę go tutaj dla jasności.

dsc_0507-14

Tak wygląda to co w dealganie tak kocham: rzucanie uroku. Lewą dłonią wprawiam wrzeciono w ruch obrotowy i tak wyglądają moje ręce gdy przesuwam dłoń ku czesance nić prowadząc między palcami. Można i oczywiście kręcić prawą dłonią, tak zresztą to nawet wygląda na zdjęciu z Panią Maighread, każdy prędzej czy później odnajduje w przędzeniu swoje własne charakterystyczne ruchy.

1
przędę chmurę

Jak dealgan wypada na tle innych wrzecion?

Wrzeciono to jest bardzo specyficzne. Ci, którym zależy na osiągach będą woleć lepiej wyważone wrzeciona z masą skupioną prawie całkowicie w części przęślikowej (mój kamienny przęślik w islandzkim wrzecionie tak właśnie działał). Dealgany są też bardziej wymagające. Więcej wprawy potrzeba by zakręcić wrzecionem tak, by miało jak najmniejszą precesję na starcie. Podsumowując:

dsc_0425Wady:

  • mała masa skoncentrowana u dołu sprawia, że wrzeciono nie jest idealnie wyważone i nigdy nie będzie. W miarę przędzenia jednak, kiedy formowany motek wełny zacznie je dociążać, będzie się ono coraz lepiej zachwywać,
  • nitka, na której wisi kręcące się wrzeciono nigdy nie będzie dokładnie w linii wrzeciona tak jak w przypadku wrzeciona z haczykiem (można go odgiąć tak by nitka szła dokładnie przez oś symetrii), ponieważ przechodzi obok główeczki na górze wrzeciona. Zwiększa to chybotliwość niestety, ale dobrze zakręcone wrzeciono zacznie się chybotać kiedy już i tak jego prędkość zmaleje o tyle, że kolejne zakręcenie i tak by się przydało 🙂

Zalety:

  •  wrzecionem należy umieć zakręcić tak by kręciło się bez precesji i kiedy już udaje się to nie za co 10 ruchem, ale co trzecim, co drugim, a później już cały czas, jest to baaardzo satysfakcjonujące,
  • jest niezniszczalne, może upadać, doznawać wgnieceń od upadków a i tak będzie dalej działało, bo cóż w nim może się zepsuć? 🙂 Jest to idealne wrzecionko na przędzenie w plenerze,
  • mieści się w torebce. Wrzecionko w plener jeszcze bardziej!
  • jest bardzo rzadko spotykane,
  • jego obsługa jest dynamiczniejsza niż innych wrzecion. Kręci się szybko ale dość  szybko też tę prędkość wytraca, zwłaszcza gdy jest lekkie, stąd częściej nim zakręcam niż wrzecionem z przęślikiem. Dla niektórych to wada, dla innych zaleta. Dla mnie zdecydowanie to drugie, gdyż przędę dla przędzenia. Nie znoszę kiedy wrzeciono zbyt długo się kręci w tym samym tempie, przędzenie mnie wtedy nuży. Ja potrzebuję się zająć wrzecionkiem jak pająk swoją siecią. Troskliwie i ciągle 🙂

Tym samym jeśli kiedykolwiek ktoś mnie będzie widział na jakimkolwiek spotkaniu prządkowym, jestem na 100% pewna, że występować będę właśnie ze „szkockim” 🙂 Dla mnie są idealne. Proste i ponadczasowe w konstrukcji. A dzięki mojemu osobistemu stolarzowi również i dostępne w każdym wymiarze jaki mi się wymarzy!

Poniżej nieduży zbiór wrzecion jakie przeszły przez moje ręce:

Wspaniałe są!

—————————————————————————————–
Odnośniki:
http://www.faclair.com/?txtSearch=dealgan
http://collections.glasgowmuseums.com/starobject.html?oid=107282
http://capebretonsmagazine.com/modules/publisher/item.php?itemid=856

4 thoughts on “Szkockie wrzeciono

  1. Ciekawe wrzeciono, faktycznie. Ja zapytam czy znasz wrzeciono tureckie? To zupełnie inna „bajka” 🙂 Wystrugałam sobie kilka i wg mojej oceny nie ma lepszego wrzeciona. Przyjmując, że jednak jest w nim zawarta konkretna myśl techniczna, to wg mnie, jest to absolutnie rewelacyjny wynalazek w swej prostocie i skuteczności. Może być bardzo lekkie i kręci się wspaniale no i dzięki tej lekkości można uprząść nić bardzo cienką. Zaś dzięki tworzeniu kłębuszka na tymże wrzecionie można bez problemu zdublować nić, a jak wiemy dublowanie nie jest takie proste na wrzecionie.

    1. Znam, ale czerpię wielką przyjemność z testowania modeli historycznych, zwłaszcza z Europy Północnej, więc mimo że posiadam w domu parę wrzecion o współczesnej konstrukcji, wolę te z duszą 🙂

  2. Rozumiem 🙂 To wrzeciono tureckie to nie wiem czy jest takie współczesne, bo jak syn był w tamtych rejonach nigdzie czegoś takiego nie widział. Owszem widział zwykłe, ale takich na krzyż dwóch patyczków 🙂 nie spotkał, chociaż był w górach w Turcji i pasterzy spotykał. No przyznam, że ja jestem zachwycona prostotą tego wynalazku.

    1. również niczego takiego tam nie widziałam. Ale Turcja dzisiaj jest nowoczesna na zachodzie i zalana plastikiem na wschodzie, więc trudno wpaść na taki trop z przypadku.. Ale temat tych wrzecionek jest ciekawy, pewnie prędzej czy później mnie coś na nie złapie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *