Pierwsza edycja Owieczkowego Pudełka

Jest coś – właściwie zupełnie nowy projekt, o którym tu jeszcze nie wspomiałam, a który właśnie zebrał pierwsze pozytywne reakcje! Dziś, kiedy wykopałam się już spod kartonów, wstałam i otrzepałam z wełny.. a przede wszystkim kiedy wszystkie osoby otrzymały swoją niespodziankę, mogę z czystym sercem napisać co to takiego, i to z detalami 🙂

Chodzi o Owieczkę

A dokładnie – Owieczkowe Pudełko, które właśnie zaliczyło swoją wiosenną inaugurację. Czym jest ta Owieczka? Jest to pudełko pełne ślicznych włókien, naturalnych i kolorowych, zwierzęcych i roślinnych, którego zawartość do samego momentu doręczenia do rąk własnych owiana jest tajemnicą. Jedyną rzeczą jaka jest wiadoma to motyw przewodni, pod kątem którego dobierana jest zawartość. Tutaj można obserwować całą akcję.

Sam pomysł na zabawę w zamawianie tajemniczego pudełka jest zaczerpnięty od prządek anglosaskich, które w podobną rzecz bawią się już spory kawałek czasu. W przeciwieństwie jednak do ich wydania, nasza polska Owieczka musiała przejść parę kosmetycznych zmian, by dostosować ją do naszych realiów. Przede wszystkim zmodyfikowałam jej ideę i stąd pudełko nastawione jest na chętną wrażeń prządkę, która jest gotowa popracować trochę u podstaw i tak pudełko zawiera:

  • surowe czesanki z różnych ras owiec,
  • różne włókna roślinne,
  • egzotyczne mieszanki,
  • włókna przygotowane w różny sposób (czesanka, płat itd.),
  • prządkowy przydaś,
  • polski akcent.

Misją Pudełka, oprócz przynoszenia radości z odpakowywania niespodzianki oczywiście, jest poszerzanie prządkowych horyzontów oraz promowanie naszych polskich hodowców i twórców. Ten polski akcent jest dla mnie szczególnie ważny. Z tego co zauważyłam, niezbyt wiele osób jest rozeznanych w naszym rodzimym ryneczku a i ta druga strona słusznie skorzysta na takiej akcji gdyż mamy u siebie prawdziwe skarby. Czyli coś na zasadzie cudze chwalicje, swego nie znacie 🙂

I w tym momencie zaczęły się zapisane kartki, zachodzenie w głowę, gryzienie długopisu i excelowe tabelki. Czy dziewczynom się to spodoba? I jaką ilość przygotować? I ponawiam.. czy dziewczynom się to spodoba????

Co w trawie dokładnie piszczy?

Teraz, kiedy kurz opadł, przyszła pora na pokazanie tego co prządki znalazły w swojej pierwszej niespodziance. Od samego początku zaczynając – motywem przewodnim było hasło „Wiosna Radosna”, zatem w pudełku znalazło się miejsce na ostatni śnieg, świeżą trawę i kwiaty. Było biało, różowo i bardzo zielono.

Zaczynając od początku: wśród naturalnych czesanek znalazły się dwie rasy owiec, które mnie osobiście zachwyciły. Pierwszą rasą jest Manx Loaghtan, który jest jedną z moich ulubionych ras owiec prymitywnych. Nie dość, że jest to jedna z niewielu ras, które wykształcają więcej niż 2 pary rogów, to jeszcze ich wełna ma zaskakujące zachowanie. Podczas samego przędzenia włos jest wyczuwalnie śliski i należy naprawdę uważać by ukręcona nitka nie wyślizgnęła się nam z pasma czesanki, ale kiedy stroiłam swoją nitkę włóczka tak jakby „puffnęła” i moim oczom ukazał się wcale puchaty moteczek. Dodatkową ciekawostką jest fakt, że owce tej rasy są wybitnie rzadko spotykane, a w latach 40-tych ubiegłego wieku znalazły się na skraju zapomnienia gdyż że do tamtego czasu dotrwały tylko 43 owce tej rasy. Tym samym prządki miały okazję pomacać i uprząść wełenkę z tych oto ślicznych stworzeń:

Drugą z ras jest brytyjska długowłosa owca Wensleydale. Jest to owca dająca bardzo długi (20 – 30 cm) i gruby włos (40 – 50 mic), który jest tak lśniący, że grzechem jest nie chwycić za kolorki mając taką wełnę. Po ubarweniu wełna jest tak pięknie błyszcząca że całe podgryzanie idzie w niepamięć. Tak wygląda moja przygoda z tą piękną rasą:

Wśród włokien roślinnych znalazły się 2 próbki. Pierwszą z nich jest ciekawostka – szczmiel biały czyli ramia indyjska o pięknym śnieżnym odcieniu oraz coś co każda prządka powinna w swojej kołowrotkowo – wrzecionowej karierze przejść – nasz poczciwy len, który jeszcze niektóre z naszych babć pamiętają ze swojego domu.

Szczmiel biały obecny był również w mojej autorskiej mieszance składającej się z wełny Corriedale w różnych odcieniach zieleni i właśnie szczmielu. Inspiracją do jej skomponowania była czesanka, która niedawno wpadła mi w ręce. W tamtym wypadku była to wełna z lnem, czyli delikatnie rzecz biorąc – małe przestępstwo dokonane na mięciutkiej wełence 😉 Było to jednak bardzo ciekawe doświadczenie i efekt końcowy bardzo mi się spodobał. A poza tym.. kto nie lubi łamać reguł niech podniesie rękę! Tym sposobem powstała mieszanka o nazwie „Przebiśnieg”. Składa się z 2 odcieni zieleni, bieli oraz śnieżnobiałych szczmielowych muśnięć. Przyznam szczerze, że już uprzędłam jeden moteczek i albo mi się wydaje, albo odczuwam efekt placebo, ale czuję „roślinkę”. Ciekawa jestem jakie wrażenia będą miały inne prządki.

Drugą autorską mieszanką „kwiatową” była czesanka różana, która składała się z mięciusiego (18 mic) merynosa i włókna różanego. W tym wypadku już trudno o charakterystyczne roślinne odczucia, jako że róża to prawdziwa arcyksiężna. W dotyku przypomina jedwab i niczym niepodobna jest do lnu, konopii.. Nawet delikatny szczmiel biały nie dorównuje jej gładkością.

Patrząc na te dwie dwukolorowe czesanki na myśl przychodzi mi ochota na połączenie tych kolorów. Nie jestem pewna czy w czesance, ale na pewno już w jakiejś robótce. Razem będą wyglądać prawdziwie wiosennie.

Ostatnią mieszanką jest luksusowa „trawa łąkowa”, w skład której wchodzą 4 odcienie merynosa, biała i szara baby alpaka oraz jedwab. Nie jestem autorką tej mieszanki, ale jej skład jest taki „puszkowy”, że nie mogłam przejść obok niej obojętnie.

Do zaprezentowania zostało już ostatnie włókno, kóre umyślnie zostawiłam na koniec, bo to cud prawdziwy! Uwaga: polskim akcentem w tej edycji była niebiańska chmurka z włosia króliczków angorskich! Co dla mnie osobiście jest ultra ważne, to to, że ta wełenka pozyskana jest etycznie, delikatnie, nożyczkami, a króliczki żyją czesane i głaskane. Właścicielką tych króliczków jest Ewa Król-Gucwa i serdecznie zapraszam na jej stronę gdzie można przyjrzeć się zwierzątkom i poczytać pod jak troskliwą i fachową znajdują się one opieką: króliczki Ewy.

Na zdjęciu powyżej widać również przydaś prządkowy (diz), który służyć ma podzieleniu angorkowego płatu na czesankowe wstęgi. Inne swoje zastosowanie może on znaleźć przy dwojeniu lub trojeniu nitki. Jak zwykle, o tym drugim zastosowaniu przeczytałam „u anglosasów”, ale co ciekawe, mimo że z początku czułam się dziwnie trojąc nitkę używając „ciała obcego”, to doceniłam jego wartość sekundę po tym kiedy dostałam sygnał od mózgu – mamo, herbatki! Z cytrynką! Normalnie w takiej sytuacji miałam dwa wyjścia – poczekać z herbatką do końca szpulki, albo.. poczekać do końca szpulki, bo trojąc trudno mi odłożyć nitki tak by skręt nie przeszedł dalej. Tym razem jednak elegancko odłożyłam to „ciało obce” na kołowrotek, wstałam i podumałam chwilkę nad tym jaki to luksus zrobić sobie tę herbatkę kiedy się chce 🙂 Diz ten wykonany jest w całości ręcznie, w mojej kuźnio – stolarni przy domu. Co piękne, powstały one z prawdziwego drewna oliwnego, które ma tak wzorzystą fakturę, że choćbym chciała, nie znajdzie się dwóch identycznych dizów. Każdy jest unikatowy i rósł kiedyś jako drzewo oliwne we Włoszech. Wyobraźnia mi podpowiada, że rósł gałęziami zwróconymi w stronę Koloseum, ale zatrzymaj się mózgu, takich wiekowych drzew się nie wycina 🙂

W pudełku znalazła się i ciekawostka dla dziewczyn przerabiających runo – próbka detergentu marki Unicorn. Czytając porównania środków do prania runa, ten „szampon” wypada naprawdę świetnie. Ciekawa jestem jak wyjdą testy.

I na koniec śmiesznostka – jako że nie każda prządka może posiadać swoje własne stadko owieczek, bo miasto, bo mało miejsca, w każdym pudełku znalazła się wesoła Owieczka. Czasem wesoła. Czasem śpiąca, czasem leżąca, skacząca, pasąca się. Każda jest inna 🙂 Tym samym kochane Panie Prządki posiadają swoją owieczkę u siebie!

Tak prezentowało się już spakowane Owieczkowe Pudełko:

A tak wygląda szczęśliwy kciuk mówiący „wykopałam się z woreczków i kartonów!”:

Właściwie to radość nie była długa, ponieważ zabezpieczenie pudełek przeszło jeszcze później taśmowy lifting, ale byłam już wtedy na finiszu, więc i tak ulga wielka 🙂

Tak właśnie prezentowała się zawartość pierwszej, inauguracyjnej, wiosennej Owieczki. Teraz jestem ciekawa co kobietki powymyślają i jak to uprzędą 🙂

Teraz już spokojniejsza jestem o kolejne edycje, a mam na Owieczkę majowo – czerwcową taki miły pomysł, że liczę że spodoba się jeszcze bardziej! Ale o tym na razie cicho-sza 😉

_________________________________
Linki:

facebookowy profil Owieczkowego Pudełka: https://www.facebook.com/OwieczkowePudelko/
Zwierzyniec Ewy Król-Gucwy: http://krolikiuzytkowe.blogspot.com/

4 thoughts on “Pierwsza edycja Owieczkowego Pudełka

  1. Dziękuję za pudełko 🙂 nie mam pomysłu jeszcze co zrobię. Narazie zostawiam w kolejce ale będę myślała jak wykorzystać całość do jednego projektu.

    1. Powodzenia! Mi dziś po głowie chodzi różany art yarn w stylu grubo-cienko (thick & thin) spleciony czarnym bambusem 🙂

  2. Ahhhhh, nie przędę, ale aż chciałabym podotykać tych czesanek. Drewniany przydaś piękny w fakturze, a zieleń z bielą cudowna kojarzy mi się z przebiśniegiem i konwalią.

    1. Ja Cię bardzo mocno zachęcam do przędzenia. Na początek wystarczy samo wrzeciono – może jest i wolniejsze, ale dostarcza wrażeń historycznych. I można je schować do torebki by poprząść w plenerze, np. w jakimś uroczysku 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *