Małe Indie

Słoń powstał spontanicznie. Przy całej swojej miłości do folkloru europejskiego, do chłodu, wiatru i lodu głowa moja nie podsunęłaby mi pomysłu przeniesienia się w klimat filetów, bieli, niebieskości, do wonnych Indii.. kwiatowych i ciepłych.

slon_up

Przed paroma dniami, przy wieczornych rozmowach znajoma zagaiła „a może słoń?”. Czynnik zewnętrzny. Ciekawe zjawisko.. Siłą boską wepchnięta zostałam w pęczki i pętelki w kolorach płatków szafranu.
slon_side

Specjalnie do zdjęć odkurzyłam dawno uszydełkowane grejpfrutowe kwiaty nasunięte na ręcznie odlewane cynowe guziki. Te również odsiadywały swój wyrok w zapomnieniu 😉 Miło było zająć się czymś nieplanowanym, niespójnym.. szukając dodatków w szufladach moich przepastnych znalazłam takie skarby, że więcej czasu zajęły zachwyty nad starymi artefaktami niż sama praca nad słoniem.

Dzień wspaniałości 🙂

Continue Reading

Steggie, ostatni dinozaur!

Lubimy pomieszania z poplątaniem, nawet te klimatyczne  – w styczniu do wsi Koźliny przyleciał bocian i stał się gwiazdą dzisiejszego teleexpressu, a w moim ogrodzie nastała późna Jura. Między kępkami traw znalazłam pożywiającego się.. stegozaura 🙂 Młody był jeszcze, całkiem niedawno musiał się wykluć z jajka – wysoki jest na 28 cm a długi dokładnie na pół metra.

W całej swej paleo okazałości wyglądał tak:steg_face

Pożywieniem stegozaurów są mchy, paprocie, skrzypy i sagowce. Podjęłam zatem próbę karmienia smakowitą kępką mchu:

steg_feedNiby jadł, ale podobno „za jego czasów” wszystko smakowało inaczej. Pan Dino wie lepiej 🙂

steg_food

Po paru próbach okazało się, że to jednak magiczny kłębek grejfrutowej włóczki okazał się przysmakiem nad przysmaki.. zgodnie zresztą z regułą „jesteś tym co jesz”.

Z cech morfologicznych:

  • Steggie (tak, ma już imię) wykonany jest z bardzo miłej włóczki (55% bawełny i 45% poliakrylu), na jego ciałko składa się z 49 elementów , a na płyty z 16. Całość zatem to 65 uszydełkowanych kwiatków,
  • wypełniony jest antyalergiczną kulką silikonową. Jest to dokładnie ten sam typ wypełnienia, którym się dziś wypycha poduszki a i prać go można bez obaw, że wewnątrz pozbija się w kulki i kształt się zmieni. Co to to nie 🙂
  • Oczy Steggiego (to On) są bezpieczne dla dzieci – od środka dodatkowo zabezpieczone tak by żadna siła ich nie ruszyła,
  • termoregulacja gada odbywa się za pomocą ośmiu płyt grzbietowych, stąd zalecenie, by w słoneczne dni wystawiać go w ciepłe miejsca 🙂

Z dodatkowych rad : Steggie preferuje kąpiele w temperaturze 30 stopni Celsjusza.

Jak widać, Denver wcale nie był ostatnim dinozaurem – jest jeszcze Steggie! 😀

 

Continue Reading

Wcale pluszowe zajączki

Słowo na dziś – szenila.

Tak jak tkaninę z okrywą puchową nazywamy pluszem, tak nitkę otoczoną innym włóknem nadającą puszystość nazywamy włóczką szenilową. Taką właśnie włóczką jest himalaya dolphin baby – w moim przypadku kupiony z ciekawości i następnie rzucony w pudło z solennym postanowieniem „zużycia tego na coś, na 100%!”. Kolejna część historii ma miejsce dziś, czyli pół roku później 🙂

Włóczka wykonana jest z poliestru (wiwat dzisiejsze zdobycze technologiczne!), ale niech to nie przemawia na jej niekorzyść.

Zacznę od jej niezaprzeczalnych zalet:
– niespotykana miękkość,
– dziecięca pastelowa gama kolorów,
– w zupełności wystarczająca odporność na zerwanie,
– grubość 🙂 Użyłam szydełka 4,5 mm.

Wady:
Wszystkie są pochodną struktury włóczki, którą stanowią 4 bardzo cienkie nitki w puchowej otulinie. Sprawia ona, że:
– podczas szydełkowania oczka zlewają się ze sobą, co może nastręczyć problemu osobom początkującym,
– należy uważać przy zszywaniu elementów, gdyż nitka „męczy się” i po n-tym przeciągnięciu jej przez ciasne oczka potrafi zgubić fragmenty puchu (dokładnie w miejscu, w którym szarpnie się nitkę szydełkiem lub igłą). Zszywanie z uczuciem wskazane 🙂
– kiedy już dojdzie do sytuacji, w której trzeba pruć, również należy robić to ostrożnie,
– przyszywając do robótki tkaninę należy co rusz sprawdzać czy łapie się igłą rdzeń włóczki. Samo uchwycenie „pluszu” igłą nic nam nie da rzecz jasna.

Włóczka wymaga zatem nieco większej uwagi, ale odwdzięcza się bardzo ładnymi przytulasińskimi maskotkami dla dzieci. Tak wygląda efekt mojego koleżankowania się z dolphinem:
DSC_0007-6

Te króliczki mają już swoich opiekunów. Właściwiej – moich bezwzględnych maskotkowych testerów 😉

A poniżej znajduje się coś, co trafia każdą dziewiarkę kiedy ta trafi na miłą włóczkę:

paleta dolphina

Tadaam! Do pudeł z wełną dołaczyło pudło z włóknem sztucznym.. ekhem.. zdobyczą cywilizacyjną 🙂 Taka czarna owca w stadzie 🙂

Continue Reading

Zimowe babolki i zapowiedź czegoś nowego

Czas zmian wyjątkowo zaczyna się u mnie w grudniu 😉 Udało się przeprowadzić do nowego domu i przedsięwziąć pewien plan na Nowy Rok, póki co jeszcze nieśmiało majaczący w tle, ale baaardzo interesujący 🙂 Jego powodzenie już teraz wpisuję sobie na listę postanowień noworocznych!

A zimę w nowym domu przywitałam tak:

Pan Szyszkeł

Pierwszy był Pan Szyszkeł, jeden z zimowych babolków projektu Lydii Tresselt (brzmi jak imię czarodziejki ze świata Wiedźmina). Ochoczo się za niego zabrałam i.. utknęłam na łuskach szyszki. Kto by pomyślał, że ich jest aż tyle i że moje małe metalowe szydełko na wczoraj potrzebuje tuningu inaczej stracę władzę w opuszkach palców! Dopiero po otuleniu go grubą warstwą taśmy izolacyjnej i przeobrażeniu kocich ruchów szydełkowych pan Szyszkeł został w końcu ubrany 🙂 I tak właśnie prezentował się w popołudniowym świetle. Na sztucznym śniegu.. taki rok mamy, że październik był biały a grudzień zielony 😛

Drugi w kolejce był Bałwaneł, czyli pan „Dzień dobry” – od kapelusza, który potrafi zdjąć witając się 🙂

I Jelonek!

DSC_0136-9

Po skończeniu, o 3 w nocy majstrowałam przy tłach i aparacie by jakimś cudem uchwycić kolory w sztucznym świetle i zachować zdjęcia po moich dzieciątkach – już rankiem babolki miały udać się do nowej opiekunki. Jak zwykle w chwilach wymagających ode mnie wzmożonej uwagi towarzyszył mi Perun – kocur o wdzięku Baldura i podstępności Lokiego. Efekt? Po ustawieniu aparatu i aranżacji pierwsze zdjęcie wyglądało jak wielka czarna rozmazana plama (długi czas naświetlania) zasłaniająca WSZYSTKO. „Peruuun!”. Potem nastąpiła zwyczajowa wymiana zdań między mną a kocurem, czyli coś w stylu „Czy szanowny Pan Kot zechce skorzystać ze stu pozostałych miejscówek do leżenia w domu i pozwoli mi dokończyć sesję zdjęciową” „NIE”.

Niech mu zatem będzie. Perun i jego parcie na fejm:

DSC_0116-2

Gdzieś w okolicach 4 nad ranem całe szydełkowe towarzystwo zapakowałam w szary papier, przewiązałam wstążką jutową i.. aż zamknęłam oczy nie chcąc patrzeć i zanegować to co właśnie zobaczyłam i usłyszałam. W rulon całego pozostałego zapasu szarego papieru wczołgała się mała Lamia, a wielka 8 kilogramowa syberyjska Layla zawzięcie na nią od góry polowała! Wdech i wydech. I tak mi się ten papier znudził 😛

Paczuszka gotowa!

Oby zimowe babolki przyniosły nowej opiekunce same radości! 😀

 

PS. Podczas sesji i pakowania nie ucierpiało żadne zwierze. Wszystkim kotom się upiekło 😉

Continue Reading