Turkusowa szkoła supłania

Odgórny przykaz od mojego partnera brzmi: nie robić serwetek. Są niemedialne, staroświeckie i mamy ich już pełno! Niby wiadoma sprawa.

Ale jeśli czytają to jacyś panowie to na pewno wiedzą jaki jest najpewniejszy skutek takiego nakazu.. Jam częścią tej siły, która wiecznie dobra pragnąc, wsio na opak czyni!

Sama też już dwukrotnie rozwodziłam się z czółenkami „i to na zawsze!”, bo praca jest żmudna, wieczorem nie widać słupków, kordonek się długo nawija na czółenko.. i…. wyszło tak:

DSC_0007-7 — kopia

Lubimy rozwody i powroty!

Serwetka jest połączeniem dwóch różnych kordonków – białej Aidy i turkusowej Lizbeth 20. Zazwyczaj łącząc kolory, nie mieszam marek, ale tutaj okazało się, że grubości nitek były idealnie równe i nic się nie sfalowało. Na szczęście!

Wyjątkowo dobrą szkołą się ona okazała – nie ma w niej ani jednego „zwykłego” okrążenia. Każdy rządek albo był zbiorem kółeczek rozdzielnych jedno bądź dwubarwnych (split rings) albo stanowiła wykończenie efektem cebulki. Ministerstwo Dziwnych Słupków! I powiew dworskiej elegancji..

Tym sposobem stan serwetkowy wyniósł n+1, przy czym nie znam dokładnej wartości liczby n.. ale jak mówią – niewiedza to błogosławieństwo!

ps. Serwetka zawiera jeden drobny błąd. Zapomniałam gdzież on i trudno mi go znaleźć ale gdyby ktoś miał fantazję..  🙂

Continue Reading

Komplecik śnieżynek gotowy :)

Ktoś się jutro ucieszy 🙂 Pierwszy komplecik frywolitkowych śnieżynek na choinkę gotowy. Popołudniem wyniosłam je na dwór by przynajmniej fotograficzny ślad po nich mi został. Teraz (00:38 czasu środkowoeuropejskiego), nakrochmalone suszą się przyszpilone do zagłówka wersalki. Mam wielką nadzieję, że spodobają się osobie, która jutro je odpakuje z szarego papieru pakowego!

Sobie również muszę takie zrobić.. nie może być tak, że szewc bez butów chodzi.

Ihor2

 

Ihor1

 

I ostatnie ujęcie – z porostami 🙂

Ihor3

 

Continue Reading

Pierwsze frywolitkowe śnieżynki AD 2015

Śnieżynek świątecznych ciąg dalszy – zmieniła się jedynie technika. Sama nie podejrzewałam się o to, że kiedyś jeszcze odkurzę czółenka. Rzeczy frywolitkowe wyglądają zjawiskowo ale ich czasochłonność..  Zabieram się za czółenka, włączam dokument i.. pierwsze co jest skończone to o zgrozo, dokument a nie śnieżynka. Co ja robię źle?? Tracę czas skupiając się na fabule czy popełniam jakiś błąd techniczny? Tak bym chciała by te gwiazdunie się działy szybciej, ale prawdopodobnie prędzej stanę się światowym ekspertem od hiszpańskiej inkwizycji i chorwackich królów niż osiągnę poziom babć, które dotykają czółenek i bach! Te fruwają, pojawiają się, znikają, umykają i tańczą 🙂 O Arachne!

Oto jedna z pierwszych śnieżynek i póki co jedyna, która powstała w świetle dziennym 🙂 Porosty, światło na brzegu odrapanej deski i niemożebnie zaawansowane technicznie narzędzia przypominają mi klimat jednego z rozdziałów z pierwszej części Wiedźmina, coś pomiędzy Wyspą Rybitw a zadaniem W Pełnym Słońcu 🙂

Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy przeczytałam o tej technice,  mieszkałam wtedy w hotelu pracowniczym w Tekirdagu. Rok był 2013 a ja z rękodziełem miałam tyle wspólnego, że wiedziałam którą stroną należy trzymać szydełko by się obronić po zmroku. Wielkanoc złapała mnie wtedy drugi raz z rzędu w pracy, tym razem w kraju muzułmańskim, więc poniedziałek lany był tylko zdalnie, a Wielkie Piątki, Świątki, Czwartki i Środy były zwykłymi piątkami, czwartkami, sobotami. Wpisałam wtedy w googlach „wielkanoc polska” by poczuć namiastkę świąt. I czary się zadziały! Znalazłam pisanki ubierane we frywolitkowe koroneczki, wyglądały magiczne. Pamiętam, że znalazłam filmik z instrukcją na youtubie, ruchy ćwiczyłam na sucho zaplatając po pracy niewidzialne nici. Do głowy nie przyszło mi, że to może być trudne, czy czasochłonne. Piękne jest i koniec! I to był właśnie początek. Kupiłam online dwa czółenka – właśnie te ze zdjęcia i po powrocie do domu popełniłam swoje pierwsze kulfony. Gdzieś jeszcze tamten kaszalot się podziewa, nie mogę wszak wyrzucić pierwszej pracy, ale bogiem toto nie trąciło i półki nie zdobi 🙂

Wspaniałe mamy czasy. W internecie jest tyle pomocy i know-how, że z dnia na dzień można się  nauczyć XVII-wiecznej koronki dworskiej czy przędzenia wełny nie ruszając się z domu. Resztą jest już tylko czas i cierpliwość.

Continue Reading