Turkusowa szkoła supłania

Odgórny przykaz od mojego partnera brzmi: nie robić serwetek. Są niemedialne, staroświeckie i mamy ich już pełno! Niby wiadoma sprawa.

Ale jeśli czytają to jacyś panowie to na pewno wiedzą jaki jest najpewniejszy skutek takiego nakazu.. Jam częścią tej siły, która wiecznie dobra pragnąc, wsio na opak czyni!

Sama też już dwukrotnie rozwodziłam się z czółenkami „i to na zawsze!”, bo praca jest żmudna, wieczorem nie widać słupków, kordonek się długo nawija na czółenko.. i…. wyszło tak:

DSC_0007-7 — kopia

Lubimy rozwody i powroty!

Serwetka jest połączeniem dwóch różnych kordonków – białej Aidy i turkusowej Lizbeth 20. Zazwyczaj łącząc kolory, nie mieszam marek, ale tutaj okazało się, że grubości nitek były idealnie równe i nic się nie sfalowało. Na szczęście!

Wyjątkowo dobrą szkołą się ona okazała – nie ma w niej ani jednego „zwykłego” okrążenia. Każdy rządek albo był zbiorem kółeczek rozdzielnych jedno bądź dwubarwnych (split rings) albo stanowiła wykończenie efektem cebulki. Ministerstwo Dziwnych Słupków! I powiew dworskiej elegancji..

Tym sposobem stan serwetkowy wyniósł n+1, przy czym nie znam dokładnej wartości liczby n.. ale jak mówią – niewiedza to błogosławieństwo!

ps. Serwetka zawiera jeden drobny błąd. Zapomniałam gdzież on i trudno mi go znaleźć ale gdyby ktoś miał fantazję..  🙂

Continue Reading