Przeprowadzka nr 7

Żadne z nas – ani ja, ani Miś (który zakazuje mi używania tego zwrotu) nie spodziewaliśmy się, że zaczynając wspólny czas bardziej przypominać będziemy nomadów niż większość ludzi, których znamy. Ta przeprowadzka, której termin dosyć beztrosko przedwczoraj ustaliliśmy na jutro, moje podejście do niej i jej numer porządkowy robią z nas ludzi całkiem już doświadczonych na tym polu 🙂 Przeprowadzka ta jest naszą siódmą. Każda kolejna miała być tą przedostatnią (założenie jest takie, że ostatnią ma być ta do własnego mitycznego domu) i każda była wyjątkowa. Każda znaczyła zupełnie odrębny rozdział w naszym życiu i tak dzielimy okresy naszego życia na okres wrocławski, toruński, byczyński itd. Każdy inny, z innymi wspomnieniami, oddzielnym folderem na zdjęcia i masą doświadczeń.

Szczęśliwie nie dotarliśmy jeszcze do punktu, w którym odczuwałabym zmęczenie materiału, taka dusza widać 🙂

Tym razem pomyślne wiatry sprowadzają nas w znajome strony. Dzięki uprzejmości znajomych całe nasze życie spakujemy i przekleimy w piękny dom z kuźnią położony w malowniczej wsi w województwie opolskim. Z domu wychodzić będziemy wprost na trawę a pod płotem, w pobliżu czereśni  obmyślony mam plan eksperymentalnej uprawy lnu, która jest moim osobistym feniksem. Najpierw musi on skrzydłami rozniecić płomienie w swoim gnieździe z suchej lebiody by odrodzić się z popiołów!

przeprowadzka_ogien

Dla dobra wizerunku podwórka pokazuję na razie jedynie oczyszczające płomienie. Pięknie tam będzie troszkę później:) Za dobry znak obieram również i dwie kolejne sprawy – maleńkiego krokusika, który zakwitł dosłownie pośrodku niczego – wylazł spomiędzy zeschłych liści orzecha i żółci się tak pięknie, że zdjęcie z nim musiałam ustawić jako „profilowe” dla tego wpisu 🙂 Oraz małą, śliczną koteczkę o kolorze węgla, która mieszka w kuźni:

przeprowadzka_czarna

To już będzie drugi czarny kot w stadku (łaczna liczba kotów wyniesie 4). Zgodnie z matematyczną regułą dwa minusy dają plus, zatem teraz spodziewam się teraz niczego innego jak samych dobrych przeżyć 🙂 Kiedy tylko kartoniada stosowana dobiegnie końca pokażę jak będzie wyglądał mój nowy warsztat i nie omieszkam z dzierganiem kolczugi przenieść się na wersalkę przed kominkiem! 🙂 Nie taki przeprowadzkowy potwór straszny jak go malują.. nowe miejsce to nigdy regres, pojawiają się nowe przyjemności, kolejne plany do zrealizowania i.. jak ja tęskniłam za wycieczkami rowerowymi szlakiem czarnych kościółków i miodem z Maciejowa. A już ten kominek.. Będzie pięknie!!

 

Continue Reading

O psie, który został pasterzem

Jest i jesień. Prawdziwie bura, mglista i zimna. Koty wracają do domy mokre i zziębnięte, a krajobrazy.. wyglądają jak ilustracje smutnych nowel z czasów zaborów.

jesienna Dąbrówka

W taki dzień wybrałam się na spacer do lasu uchwycić mgliste kadry i.. jak zwykle, plan szczęśliwie został wywrócony do góry nogami. Najpierw przez kota. A potem przez psiaki i krowy sąsiadów 🙂 Ledwo sto metrów odeszłam od domu kiedy usłyszałam kocie „mama! czekaj!”. Layla nasza, syberyjska kocica przyuważyła, że się oddalam i postanowiła dołączyć.. Miałcząc biegła do nogi i towarzyszyła do chwili, w której nie spłoszyły jej krowy sąsiadów. Prawdziwa wieś 🙂

Te, jak co rano spokojnie szły stadnie na pastwisko prowadzone przez dwoje ludzi i trzy wesołe sunie. Dwie w typie owczarków niemieckich i jednego kudłacza. Kudłacza nad kudłacze, właściwie. Nie pozwala sobie toto loków rozczesać a dobrzy opiekunowie podcinają co większe kołtunki tylko kiedy psina jest mniej uważna i „się uda”. Suczka jest znajdką, nie wiadomo czyja była i nie wiadomo po jakich przygodach. Ważne, że wywęszyła na swej drodze dobrego człowieka, pojawiła się i została. Pani domu szałwią wykurowała pozostałość po oczku, oswoiła ten brudny kłębek i przemieniła kopciuszka w prawdziwego psa pasterskiego!

Pies wyprowadza rankiem krowy na pastwisko, a wieczorem wraca po nie z opiekunami i owczarkowymi koleżankami. Za kotami nie rzuca się pędem a kiedy koleżanki się kłócą i przygryzają, szczeka na nie przyprowadzając je do porządku. Na własne oczy widziałam. Taki to strażnik, co i krów popilnuje i dziewczyny wystrofuje 🙂

Rozmawiałoby się z sąsiadami pewnie i z kolejną godzinę, ale krowy, luzem puszczone, zaczęły rozchodzić się po cudzych łąkach a i mój kot gdzieś się podział.

Prawda, że wspaniała historia? Nie ma to jak nieoczekiwana zmiana planów – z sesji leśnej zrobiła się pastwiskowa, ale za to z sercem 🙂 A kot mój okazało się nigdzie nie zginął, lecz czekał na mnie w bramie aż wrócę. Czasem mam wrażenie, że ja też mam psa w domu.. 😉

Z koleżanką

I tutaj jeszcze ujęcie na dumną sunię pasterską ze stadkiem krów w tle:

DSC_0221-1

Taka o, historia z sąsiedztwa. Nie wiem jak Wam, ale mi od razu zrobiło się cieplej 🙂

Continue Reading